Walcząc z wiatrem

Piątek, 8 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Wczoraj podarowałam sobie jazdę w wietrze i deszczu, ale dzisiaj nie mogłam już odpuścić. Ostatni raz przed Murowaną musiałam wsiąść na rower, jutro już tylko koncentracja(!) Marek podsunął mi dobrą traskę pod rozwagę i tak pojechałam- Lutol, Dąbrówka. Początkowo wiatr boczny, od Lutola masakraaa a apogeum na podjeździe przed Dąbrówką- co tam się robiło!!! Tumany piachu, oczy zamykałam, myślałam, że razem z rowerem mnie porwie, że już nie wspomnę, że prawie stałam w miesjcu mimo pedałowania. Rekompensata była za to w drodze powrotnej- wiatr w plecy:-)
W założeniach dziś spokojna jazda i 2 zrywy 90-sekundowe, przerwa 3 minuty.

Teren z Markiem

Wtorek, 5 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Marecki zaszczycił mnie dzisiaj propozycją wspólnego treningu w lesie. Więc pojechaliśmy razem a potem się rozdzieliliśmy i kręciliśmy kółka. Ja zrobiłam 5 pętli.

Szosa

Niedziela, 3 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Wiosna, więc grzechem byłoby nie pojechać. Wiatr jednak dawał się we znaki. Kierunek na Chobienice, Babimost, Podmokle, w Nądni odbijam jeszcze naokoło jeziora. Walczyłam dziś ze sobą głównie mentalnie, ale i fizycznie, bo momentami odcinało mi prąd a nogi robiły się ciężkie. Muszę przełamać blokadę, która we mnie wstąpiła. Mam nadzieję, że zdążę zregenerować się w 100% przed niedzielą

Szosa

Sobota, 2 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Sama. Kierunek na Lutol, Dąbrówkę i przez Zbąszynek, Kosieczyn, Nądnię do domu.

Las

Piątek, 1 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Wczoraj nie zebrałam się na jazdę, dzisiaj prawie też zrezygnowałam, ale że Marek też się poderwał to pojechaliśmy. W planach miałam spacerową jazdę i w sumie tak wyszło. Szału nie było...nie wiem co się ze mną dzieje- nie mam ani siły ani zbytnio chęci na rower...nie pamiętam takiego stanu u siebie. I pomyśleć, że dwa tygodnie temu czułam się tak "silna" na bike`u

Teren w Murowanej Goślinie

Niedziela, 27 marca 2011 · Komentarze(2)
Kategoria Teren
Zaplanowaliśmy na tę niedzielę objazd trasy z Bartkiem i Piotrkiem. Pierwotny plan był taki, że chłopaki jadą sami mega a ja objeżdżam z jego rodzicami mini. Jak się okazało na miejscu jechał jeszcze Michał ze swoją żoną i ostatecznie pojechałam razem z nimi. No i co ja sobie za krzywdę wyrządziłam... Generalnie mogłam się tego spodziewać, skoro nigdy w życiu nie przejechałam 70km w terenie, no ale ambicja nie pozwoliła nie podjąć próby... Przez połowę dystansu czerpałam przyjemność z jazdy a potem zaczął mi doskwierać chłód- przewiewało mnie i było zimno, bo oczywiście tylko ja z tej ekipy byłam zgrzana. Po 3h zaczął się ból karku i pleców, pogłębiający się z minuty na minutę. Po 50km nareszcie dotarliśmy do Dziewiczej Góry- nie jest wcale taka zła, da się ją podjechać. Ja już niestety nie dałam rady tego zrobić, bo byłam wyrąbana samym dystansem. Noga już nie podawała. Prawdziwa "walka" zaczęła się jednak na ostatnich 20km... nie pamiętam u siebie takiego krysysu...przez ostatnie 10km ryczałam ze zmęczenia. Ale cóż...co cię nie zabije, to cię wzmocni...więc tak trzeba do tego podejść. Coprawda dziś rano po raz pierwszy nie marudziłam, że przez pracę nie zdążę na rower. Muszę się zregenerować fizycznie a przede wszystkim psychicznie, bo znów straciłam wiarę w siebie...

Dzień bez humoru

Piątek, 25 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Dobrze, że ten dzień już się kończy, bo mam dość! Z pracy pędem do domu, żeby zdążyć na rower nim zacznie padać. Pojechałam naokoło jeziora, naokoło Strzyżewa, przez Nowy Dwór na Wierzchaczewo i do domu. Jechało się ok, choć wiatr był denerwujący. Jak wróciłam do domu, to czekały na nas nasze zamawiane stroje teamowe...no i tu zaczęła się jazda... za duża koszulka, trochę za krótki rękaw w bluzie i źle wszyta wkładka w spodenkach... nic tylko ryczeć!

3 strefa

Wtorek, 22 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trenażer
Do późna w pracy, więc wieczorem pozostał mi tylko trenażer. Dziś trening w trzeciej strefie- 40 minut, 10 minut rozgrzewka, 10 minut rozjechanie. Jazda na blacie...kolano mi dziś dokuczało- za duże obciążenie chyba, no i przyzwyczaiłam się do wyższej kadencji.

Dla Justyny...:-)

Niedziela, 20 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Dzisiejszy mój trening z dedykacją dla "Dżastiny"... ładne zakończenie sezonu- w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata NAJLEPSZA:-))) W klasyfikacji na dystansach też NAJLEPSZA:-))) Kibicowałam jej w tym sezonie a jej starty dawały mi powera do treningów. Będzie mi teraz tego brakować.

A co do dzisiejszego treningu...poczekałam aż Marecki wróci z pracy i pojechaliśmy razem. To był mój pierwszy teren w tym roku. Dla niego była to wersja "light" a dla mnie pełen power-zone. Ale ogólnie to jestem usatysfakcjonowana- widzę różnicę pomiędzy sobą rok temu w terenie a sobą dzisiaj. Podjechałam te piaszczyste górki, o których mogłam pomarzyć jeszcze rok temu:-) Więc może będzie nienajgorzej w tym sezonie...