Zrobiłam dziś sobie prezent na 30-te urodziny... 2 razy pomyliłam trasę, 3 razy się przewróciłam i zajechałam się na rozgrzewce... Ale wyścig ukończyłam:-) choć-nie brakowało mi chwil zwątpienia, trasa ciężka. Od połowy drugiej pętli jazda w deszczu.
Dziś po śniadaniu mieliśmy możliwość wybrać się na rowery... Marek coprawda jechał na starym, pożyczonym góralu, ale i tak nie mogłam za Nima zdążyć. Ruszyliśmy na Leśny Dworek i wróciliśmy przez Hotel Dębowy...fajna pętelka- wjazd i zjazd...znów w błotku:-)
Dziś przyjechaliśmy na Komunię mojego bratanka...nie obyło się oczywiście bez zabrania na dach rowerów:-) Gdy tylko dojechaliśmy do Bielawy zaczęło padać...musieliśmy trochę poczekać, ale w końcu wieczorem mogliśmy wyruszyć...Kierunek na Hotel Dębowy i cały czas ostro do góry...masakra...Wdrapaliśmy się na Kawkę i z powrotem, bo było już późno...Masa błota...wyglądaliśmy okropnie:-)
Marek wyjechał wcześniej, ja dopiero jak uwinęłam się z obowiązkami...trasa krótka z braku czasu, naokoło jeziora...świeżo po deszczu, więc trochę pryskało. Za Nową Wsią spotkałam się z Markiem i jego ekipą, więc dalej "eskortowali" mnie do domu:-)
Pierwszy wyścig z cyklu Grand Prix Kaczmarek Electric. Wśród pań rekord frekwencji- rok temu pamiętam, że startowała tylko jedna babka, dziś- 20. Trasa bardzo urozmaicona, w większości w lesie, po polach, trochę po szutrach. Kilka dość sporych podjazdów, starałam się podjechać wszystkie, poległam na jednym i zaliczyłam upadek, bo nie zdążyłam już się wypiąć. Kilka fajnych zjazdów, a poza tym głównie okropne błoto... Przez większość trasy goniłam dwie babki, udało mi się w końcu zbliżyć do nich, momentami one goniły mnie...Niestety na samym finiszu nie zdołałam ich wyprzedzić...Mam jednak poczucie, że dałam z siebie tyle ile mogłam... Ostatecznie, 13 miejsce a POGODA porażka...całe szczęście, że chociać nie padało...
Dzisiaj znów udało się pojechać z Markiem. Kierunek na Chrośnicę, Boruję, Belęcin..za nim- po krótkim zawahaniu- zmiana trasy...odbijamy na Chobienicę, stamtąd na Grójec i lasem do Nowej Wsi...powrót trochę niestandardowy- skrótem z Nądni do Zbąszynia po błotku. W pewnym momencie odcięło mi "moc"...:-(
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )