Korzystając z ostatnich luźniejszych w pracy dni szybko biorę gianta i wykorzystuję słoneczko, które się pojawiło. Trasa naokoło jeziorka i Strzyżewa...tempo w porównaniu do osiągów z ubiegłegu roku w szczycie formy- ślimacze...
Wczoraj wróciliśmy z niezapomnianego urlopu w Szklarskiej:-) Marek poszedł na rower pomimo deszczu, mi pozostał trenażer. Trening dedykowaliśmy zwycięskiej Justynie:-) Moja jazda okazała się niegodna takiego nazwania, bo po 1h17` spadłam z trenażera...prosto na mojego gianta, a dokładniej na jego pedały.Jak to się stało- pojęcia nie mam...Potrzaskałam sobie lewe udo...tak więc pierwszy uraz w nadchodzącym sezonie mam już za sobą:-) Pozostało mi przerwać trening i się z tego śmiać. Ale wracając do urlopu. Rok temu obiecałam sobie, że w tym roku spróbuję jazdy na biegówkach...i słowa dotrzymałam:-) Wyjechaliśmy wcześniej niż planowaliśmy i prosto na Polanę Jakuszycką. Piękne słońce jeszcze tego dnia było:-) Pomimo, że pojeździliśmy tylko jednego dnia (śnieżyca nas uziemiła w Szklarskiej), wystarczyło mi żebym się w nich zakochała. I kupię sobie biegówki- tak postanowiłam:-)Póki co rozważam jeszcze, czy do klasyka, czy do łyżwy, z łuską czy bez itp. Potem dostarczaliśmy sobie wrażeń na zjazdówkach- tutaj też debiutowałam i chyba całkiem nieźle mi szło, bo po jednym zjeździe na Puchatku zjeżdżałam już z Loli i Śnieżynki. A w piątek i sobotę zrealizowałam swoje kolejne marzenie- czyli kibicowaliśmy Justynie na zawodach Pucharu Świata:-) Boże, co to były za emocje...nie jestem w stanie ich opisać, nazwać, w żaden sposób przekazać. Na pewno zapamiętam je jednak na bardzo długo...Poniżej kilka fotek:-)
Wyjątkowo skończyłam szybko pracę, więc pojechałam z Markiem...Jakbym nie pamiętała co oznacza wspólna jazda...Mróz zelżał, to się odważyłam...tyle tylko, że on się nie zmęczył a dla mnie to w tlenie nie było.Teraz zażywam theraflu i furagin w trwodze, oby nie skończyło się zapaleniem pęcherza przed wyjazdem na urlop
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )