Do późna w pracy, więc wieczorem pozostał mi tylko trenażer. Dziś trening w trzeciej strefie- 40 minut, 10 minut rozgrzewka, 10 minut rozjechanie. Jazda na blacie...kolano mi dziś dokuczało- za duże obciążenie chyba, no i przyzwyczaiłam się do wyższej kadencji.
Mieliśmy z Markiem iść dzisiaj na siłownię, ale stwierdził, że nie da rady i się położył przed nocką. Pozostał mi więc trenażer, bo na dworze ciemno i deszcz. 15 minut rozgrzewka, 60 minut w 3 strefie, 15 minut rozjechanie. I dzisiaj znów fajny trening. Jakoś mam od wczoraj dobre dni, podoba mi się to.
Początkowo chciałam zerwać się rano i zrobić trening przed pracą- chęć wyspania się jednak wygrała. Tak więc wieczorem pozostał mi trenażer. Robiłam dzisiaj sprinty- 5 serii po 5 skoków- przerwa między seriami 5 min., przerwy między skokami 1 min.; 10 minut rozgrzewka i 10 minut rozjechanie. Nie wiem, co to był dzisiaj za dzień, ale trening dał mi dużo satysfacji. Czułam się rewelacyjnie (mimo, że po ciężkim dniu w pracy). Wszystko wyglądało właśnie tak, jak powinno- moc, motywacja a zwłaszcza satysfakcja. No i kolano nie dokuczało:-) No i mogłam sobie w trakcie treningu patrzeć na nowy image mojego GIANTA:-)Marek założył mi dzisiaj nowe koła, tarcze i opony. Bardzo mi się podoba:-) "Odchudziłam" go o 1kg a siebie póki co o 2, więc może da się coś odczuć...
..a "Dżastinie" się dzisiaj nie powiodło...szkoda..:-(
Ostatnio miałam przyjemność jazdy na rowerze 8 dni temu...I już nie mogę wytrzymać z tego powodu, że grypa mi rozwaliła cały tydzień. Chłopaki szarżowały a ja nie mogłam...:-((( Nie jestem do końca zdrowa, ale ile można czekać!? Czas ucieka, maratony coraz bliżej a tu takie pokrzyżowanie planów! Tak więc dziś po pracy poszłam na trenażer...i szczerze mówiąc szału nie było... nie zamierzałam dzisiaj szaleć, ale i tak dało się odczuć, że organizm jednak osłabiony
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )