Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2011

Dystans całkowity:424.66 km (w terenie 150.06 km; 35.34%)
Czas w ruchu:20:53
Średnia prędkość:20.33 km/h
Maksymalna prędkość:57.00 km/h
Maks. tętno maksymalne:208 (100 %)
Maks. tętno średnie:190 (91 %)
Suma kalorii:12711 kcal
Liczba aktywności:18
Średnio na aktywność:23.59 km i 1h 09m
Więcej statystyk

Z Marysią

Środa, 31 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Miałam dziś zamiar pojechać do pracy rowerem, jednak w ostatni wolny poranek zwyciężyło lenistwo...Marek zaproponował, że wieczorem dojedzie do mnie rowerem, zabierze auto i wtedy zrobię trening. Po pracy byłam umówiona z Marysią, żeby z nią pokręcić trochę w okolicach Nowego Tomyśla i potem zdążyć przed zmrokiem do domu. Już prawie odwołałyśmy jazdę, bo popołudniu zaczęło padać...na szczęście do 18 było już po deszczu. Skończyłam pracę i pojechałyśmy na Wąsowo a potem dalej na Wytomyśl- tam mnie jeszcze nie było:-)W Tomyślu rozstajemy się na światłach- Marysia do domu, ja na Zbąszyń już w nieco żwawszym tempie. Zmarzłam dzisiaj...idzie jesień:-(((niestety...

II Lubuskie GP i V GP Zielonogórskie- FINAŁ - DRZONKÓW

Niedziela, 28 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Dzień wielkiej radości i druzgocącej porażki... tak w skrócie można by było opisać ogrom emocji, jakie mi dzisiaj towarzyszyły. Ostatni wyścig cyklu lubuskiego i zielonogórksiego Grand Prix...dla mnie to właściwie start na luzie, nawet mogłabym go sobie odpuścić...przewaga punktowa, jaką sobie wyprcowałam przez cały sezon pozwalała mi na to. Ale gdzież bym przecież miała odpuścić? Przecież chciałam postawić "kropkę nad i" i w ostatnim wyścigu udowodnić, że w tym sezonie jestem lepsza... No i miałam dziś lekcję pokory... Kręcimy 3 pętle, trasa ta sama poprowadzona jednak w przeciwnym kierunku. Po starcie masa ludzi się wysypuje w lesie i robi się mały zator. Udaje mi się tam nie wywalić, jednak długo nie trwa i moja główna konkurentka mnie wyprzedza...wiedziałam, że będzie dziś robić wszystko, by ze mną wygrać choć raz w tym sezonie... Jadę więc za nią starając się zachować spokój (mamy przecież 3 pętle..)...tempo nadaje dość ostre- sama bym takiego na pewno nie narzuciła. Próbuję trzymać się stosunkowo blisko, ale generalnie mam co robić...Mijamy metę po 1 pętli- widzę i słyszę moich rodziców, którzy przyjechali nam dziś kibicować...mam dodatkowego powera dziś do dania z siebie maksa. Druga pętla, może delikatnie koleżanka stopuje, ale nie słabnie, nie wyprzedzam, bo boję się utraty sił...Myślę, że może na ostatniej pętli...Sytuacja się jednak nie zmienia...Widzę więc już finisz...tyle, że kiepsko się trasa układała, bo zbyt szybki atak groził utratą sił a zbyt późny też był ryzykowny...Wpadamy z lasu na teren ośrodka, próbuję po wjeździe na krawężnik- oczywiście zajeżdża mi drogę, zjazd ze skarpy i asfalt, ostry zakręt w lewo i znów przezorne zajechanie mi drogi...Ostatnia prosta, staję na pedały, cisnę, słabnę, dochodzę ją, krzyczę z wysiłku... i przegrywam o grubość opony...Mamy równy czas, równą liczbę punktów...I ja mam totalną załamkę... Jeszcze dziś nie mogę dojść do siebie, przyzwyczaiłam się, że cały sezon wygrywałam z moją główną rywalką, więc bolało...na dodatek "przerąbałam" brąz...Pogratulowałam i poszłam się wypłakać...
To byłby fajny wynik, gdybym zdobyła 3 miejsce, bo chłopaki- Marian, Irek i Marecki zdobyli dzisiaj brąz...zabrakło mojego:-( Muszę przeboleć, wyciągnąć wnioski i zrobić coś, żeby się nie załamać i podnieść do dalszej walki.

A potem był już czas chwały i ogromnej radości- czyli podsumowanie całego sezonu w Lubuskim i Zielonogórskim Grand Prix. Obroniłam II miejsce w GP Lubuskim, w Zielonogórskim zdobyłam III miejsce- Marecki tak samo, więc mieliśmy powody do radości. Irek i Marian też wymietli, więc barwy naszego teamu dominowały na scenie:-) A potem zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową z trofeami i było dużo śmiechu i radości. Niezapomniany dzień- pełen emocji!!!

Żenada...

Piątek, 26 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Dzisiejszy wypad powinnam przemilczeć...Marek sugeruje dziś "delikatny teren". On umówił się z Marianem, tak więc jadę razem z nim a potem planuję powrót. Ruszamy na Nądnię i dalej nad torem do Zbąszynka...po 15 minutach jazdy ja nie jestem już w tlenie...dobijamy pod dom Marianka i Marek stwierdza, że mam wracać szosą do domu, bo cyt...."i tak już jesteś zajechana"...Zawracam więc zgodnie z planem, ale wracam też nad torem a potem jeszcze z Nądni przez łąki i promenadą. Kawałek jeszcze po parku i do domu. Upał okropny, ale generalnie chyba nie upał jest przyczyną tego "spadku mocy"...szału nie ma...Niech już ten sezon się kończy.

Szosa z Markiem

Czwartek, 25 sierpnia 2011 · Komentarze(1)
Kategoria Szosa
Na Chobienice, Babimost i obwodnicą kierunek na Smardzewo. Pierwszy raz tam jechałam... podjazdy mnie "zabiły" i momentalnie odpadłam z koła...Potem odbijamy na Brudzewo, Kręcko i dalej już przez Kosieczyn, Chlastawę do domu.

Trek

Sobota, 20 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Pętelka na Boruję

Kargowa teren

Czwartek, 18 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Marek, Piotrek wyruszyli z Przyprostyni, po drodze w Babimoście zgarnęli Tomka a ja dotarłam na Liny autem. Tam kręcimy pętlę z zawodów. Oczywiście spowalniałam chłopakom jazdę, ale subiektywnie nienajgorzej mi się jechało, no i czuć różnicę po zmianie opon na Cross Marki.

Ochla - V Zielonogórskie GP MTB Amatorów

Niedziela, 14 sierpnia 2011 · Komentarze(2)
Kategoria Zawody MTB
I znów totalny brak chęci na wyścig od rana, no ale nie poddajemy się z Markiem i jedziemy. Na miejscu jesteśmy jako jedni z pierwszych, procedura standardowa- rejestracja, szykowanie sprzętu, przebieranie i rozgrzewka. Postanawiam dziś nie robić całej pętli na rozgrzewce- przejeżdżam więc początek trasy i końcówkę. Na starcie okazuje się, że startują tylko trzy babki- Ania, Aga i ja. Liderka Paulina odpuściła sobie dzisiejsze ściganie. Krótka pogawędka z Agnieszką na linii startu, śmiejemy się, że może zrobimy sobie w trójkę rundę honorową wokół kąpieliska i odpuścimy rywalizację, ale to oczywiście tylko żarty:-)O 11 startujemy no i jak zazwyczaj na początku na pierwszej prostej Aga mnie wyprzedza. Więc gonię ją, staram się w tym nie przeginać, bo mamy 2 pętle do przejechania. Na podjeździe szutrowym ona jakby troszkę "odchodzi", ale doganiam na podjeździe pomiędzy drzewami. Dalej znów utrzymuje mniej więcej taką samą ok. 10 metrową przewagę...aż do długiego, stromego podjazdu, który udało mi się do 3/4 pokonać na rowerze, Aga tam prowadzi. Za tym podjazdem małe wypłaszczenie i zjazd. I tam diabeł we mnie wstępuje, bo w ogóle nie hamuję...gnam. Za jakiś czas oglądam się i Agi nie widzę. Uciekam więc, cisnę. Przejeżdżam linię stratu i mety i druga pętla, chyba już jednak nieco "spokojniejsza" bo Agnieszka "zaginęła". Krótka rozmowa z p.Zdzisławem :-) no i do mety po sreberko:-)))Udało się:-) choć jestem już naprawdę zmęczona tymi cotygodniowymi startami...to był 16-ty wyścig w tym sezonie.