Plany były szczytne, ale wyszło inaczej...wybrałam się w kierunku na Boruję, ale w Stefanowicach zawróciłam- akurat miałam centralnie pod wiatr a do tego kondycja nie taka jak być powinna po wczorajszej imprezie... Dojechałam do Zbąszynia i odbiłam jeszcze na Strzyżewo. Generalnie nie miałam dziś przyjemności z jazdy- przewiało mnie, było mi zimno od samego początku i w ogóle jakoś szału nie było!
Dziś taki wyjątkowy wtorek, że do pracy jadę na 10.30. Wrócę coprawda późnym wieczorem, więc jedyna szansa na trening była rano. Zrobiłam dziś podjazdy: 5x 2 minuty. 15 minut rozgrzewka, 15 minut rozjechanie...Oczywiście obudziłam się z bólem kolana...a na rowerze trochę przeszło
Dziś pzoostała mi jeszcze godzinka, żeby wyrobić się planem. I od rana niestety wojna o trenażer, bo Marek miał dziś jechać 3h. Gdyby nie ból kolana, to zebrałabym się na przejażdżkę po lesie. Ostatecznie jednak Marek postanowił, że pojedzie jutro i udpostępnił mi rower. W planach były podjazdy...no ale przez kolano zdecydowałam się zrobić jednak S1. Tak więc- 15 minut rozgrzewka, 7 przyspieszeń po 30 sekund i rozjechanie.
Coś mnie ostatnio pech prześladuje... wczoraj jazda bez licznika a dzisiaj "przygody" z pulsometrem...po 45 minutach jazdy zatrzymał się na tętnie 167 i tak już pozostał. Chyba pulsometr taty, który nieopodal jechał na rowerku stacjonarnym spowodował te zakłócenia. Tak więc- w planach było M1: 20 minut rozgrzewka, 40 minut w strefie 3 i 20 minut rozjechanie- a w sumie to nie wiem co wyszło...
Przez cały tydzień nie było czasu na rower, więc dzisiaj musiałam nadrabiać braki. W planach 2h- jakoś poszło, ale momentami miałam już dość. Dziś km podaję "na oko", bo Marek zabrał ze sobą licznik do pracy...
Zaplanowałam na koniec tygodnia regeneracji test tętna na progu mleczanowym. Motywacja była dobra, pora również- najlepiej trenuje mi się w godzinach okołopołudniowych. Początek - 10 minut rozgrzewka 30 minut- test (11,33km; dane z 20 minut z pulsometru: HR avg 189, mx 200; kcal 262) Rozjechanie- 10 minut Obciążenie na trenażerze- 2
Wrażenia...przez ostatnie 5 minut walka z kryzysem psychicznym i fizycznym... Myślałam, że spadnę z rowera! Dystans nie jest imponujący, ale postanowiłam zostawić taki opór, na jakim zazwyczaj jeżdżę na trenażerze, żeby choć trochę przypominało to jazdę w niekoniecznie idealnych warunkach pogodowych
Podaję łaczną ilość km i kalorii a parametry tętna z 20 minut testu
Trenażer- spokojnie. Wpis dopiero dzisiaj, bo nie mieliśmy "kontaktu ze światem"...Wkurzam się, że to tydzień odpoczynku, bo miałabym czas na rower a i pogoda dość ciekawa....a tu trzeba oszczędzać siły...może jutro zrobię test
Wróciłam dziś szybko z pracy, ale nie przypuszczałam, że Marek poczeka za mną z jazdą...nawet mi szosówkę oddał i pedały przełożył:-) Tak więc- pierwsza wspólna w tym roku przejażdżka- kierunek na Stefanowo,Belęcin, Chrośnicę. Chowałam się za nim, więc wiatr mnie nie zabił.
Dziś w planach M1- udało mi się wycyrklować trening akurat na transmisję biegów narciarskich w Rybińsku, tak więc kręciłam razem z Justyną:-) Coraz bardziej kusi mnie, żeby spróbować jazdy na nartach biegowych.
10 minut- rozgrzewka, 50 minut w 3 strefie (średni puls ok.172), 15 minut- rozjechanie
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )