A miałam dziś nie jechać... oczywiście Marek mnie namówił. I tak- naokoło jeziora, przez Strzyżewo na Lutol, Dąbrówkę i powrót. Jutro już na pewno muszę zrobić przerwę.
Marek ruszył w teren, ja nie zaryzykowałam dziś jazdy z nimi...To mogłoby oznaczać długie dochodzenie do siebie... Tak więc samotnie- Chobienice, Belęcin, Boruja, Chrośnica...czyli pętla ale od drugiej strony. Opony kleiły mi się do asfaltu, więc niezbyt ciekawie się jechało...no i ten wkurzający wiatr...dopiero od Chrośnicy w plecy... Zastanawiam się, czy doczekam w tym roku bezwietrznego dnia...pomału tracę nadzieję
Dziś nareszcie skończyłam pracę o przyzwoitej porze i na rowerek. Marek zapowiadał, że szykuje się dłuższa jazda. Pojechaliśmy więc z drugim Markiem na Kręcko i tamtą pętelką. Plecy mi "nawalają" przy dłuższej jeździe...
Zaczęło się niewinnie, bez wielkich chęci...za Przyprostynią byłam już jednak nastawiona na bicie rekordu naokoło jeziora...I wszystko szło ładnie aż do Nowej Wsi- stamtąd do Nądni niestety pod okropny wiatr. Był dość mocny, spowalniał mnie. Gdyby nie pani zajeżdżająca drogę na ścieżce rowerowej byłoby troszkę lepiej, ale i tak się udało...42:30s, więc troszeczkę udało się polepszyć:-)
W sumie to niezbyt chciało mi się dzisaj jechać, ale ponieważ w końcu doszedł mój nowy pulsometr trzeba było go przetestować. Jechało się dzisiaj tak sobie...ciężko mi było- pewnie po "wczorajszym", no i wiatr...
Dziś Marek i Piotrek zabrali mnie ze sobą w nowe tereny...lasy za Podmoklami. Fajny teren w lesie, fajne podjazdy i zjazdy. Podobało mi się...choć bolą mnie plecy i kark... odwykłam chyba od dłuższej jazdy
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )