Po pracy szybko do domu i na rower z Markiem...myślałam, że będzie dziś cieplej...za Zbąszynkiem ubierałam wiatrówkę, bo mnie zaczynało przewiewać...Ten wiatr jest najgorszy...
Zbąszyń-Babimost-Wielka Wieś-Kopanica-Żodyń-Siedlec-Chobienice-Zbąszyń Pierwsza jazda z Bikerami... W sumie powinnam to zostawić bez komentarza..parametry pulsu mówią same za siebie...ciągle miałam stresa, że dla nich to za wolno...Podczas jazy dwa kryzysy psychiczne, no ale jakoś "dokulałam" się do domu. Nareszcie czuć wiosnę:-)
W planach miałam dzisiaj przejażdżkę z Mężem i rozpoczęcie tym samym "prawdziwej jazdy"- na powietrzu. Pogoda od rana niestety beznadziejna, pochmurno i deszczowo... Na dodatek zniechęcił mnie do jazdy ból brzucha. I pewnie bym nie pojechała, gdyby nie Marecki, który zaczął się ubierać i szykować mi ciuchy rowerowe do ubrania... Tym oto sposobem zaliczyłam pierwszą jazdę w tym roku:-) Pojechaliśmy na Strzyżewo, Lutol, Dąbrówkę i na Zbąszyń. Podczas silniejszych podmuchów wiatru "kryłam" się za Markiem...On miał dziś rozjechanie, więc znosił-jak dla niego pewnie ślimacze tempo...Choć jak dla mnie tempo było raczej zawrotne, bo założył mi przed wyjazdem cienkie oponki...więc mam rower w wersji "szosowej". W Dąbrówce dopadł nas deszcz, czego nienawidzę na rowerze...Finał był najciekawszy- dojechaliśmy pod dom i... zapomniałam o tak "mało istotnym" szczególe jak wypięcie drugiej nogi... w związku z powyższym rower mnie powalił...ku uciesze oberwujących to sąsiadów:-))) Na swoje usprawiedliwienie dodam, że była to moja pierwsza jazda w SPD-kach... :-)
" title="Inauguracja sezonu 2010" width="600" height="450" />
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )