Pierwszy start w tym roku:-)Właściwie do samego końca nie wiedziałam, czy wystartuję, bo od ostatniej jazdy- prawie 2 tygodnie temu usiłuję dojść do siebie z zapaleniem krtani i męczącym kaszlem...Tak więc wcale nie jeździłam na rowerze i ogólnie start pewnie nie należał do rozsądnych posunięć....Ale to nic...póki co nie obserwuję pogorszenia. A jechało mi się nieźle...jak na stan zdrowia i brak treningów. Najgorzej było na otwartych przestrzeniach, gdzie mocno wiało, no i jeden trudny podjazd...a raczej podejście....masakra...A poza tym dużo fajnych momentów wyprzedzania:-) To dawało mi największą satysfakcję:-)
Dziś wyruszyłam sama. W planach miałam 50km, ale przytrafiła mi się kompletna niemoc... Zaczęłam od Strzyżewa, przez Lutol, do Dąbrówki...jakoś dawałam radę, ale od Dąbrówki moc mnie opuściła...jeszcze mi się coś takiego nie przytrafiło, żeby nie móc upedałować na zjeździe z górki, gdzie normalnie rozwijam prędkość ok. 40km/h...Miałam wrażenie, że za chwilę zupełnie stanę w miejscu... Okropnie wiało! Jakoś dotarłam do Zbąszynia, ale nie wypadało na tym kończyć, więc zdecydowałam się jeszcze na rundę dookoła jeziora zaczynając od Nądni. Dopedałowałam do domu i byłam szczęśliwa. Ogólnie nie czerpałam dziś zbyt wiele przyjemności z jazdy...Myślałam, że po 4 dniach bez rowera będę miała „powera”, no ale wyszło zupełnie inaczej...Powodów może być kilka: 1) Marecki zmienił mi wczoraj opony z cienkich-szosowych na semi-slicki (więc siłą rzeczy musiałam doznać dziś SZOKU!), 2) może naprawdę okropnie dziś wiało... 3) lub jestem w fazie ataku grypy i stąd ta „niemoc”....tym bardziej, że od dwóch dni okropnie boli mnie gardło... Mam nadzieję, że nie „zaprawiłam” się tym wyjazdem, bo na dodatek mnie przewiało...Pora na GRIPEX...
Plan zrealizowany. Nareszcie koniec pracy o przyzwoitej porze i ładna pogoda. Dziś w towarzystwie Mareckiego i Mikiego. Znów się chłopaki śmiały z mojego tętna...:-)W Przyprostyni Marek "odbija" do domu a ja i Miki jedziemy jeszcze "naokoło" jeziora...Jak by to Miki powiedział.."ładnie się wkręcałam...":-) Ogólnie bardzo fajny wyjazd i dużo przyjemności z jazdy (no bo po 2 dniach bez bike`a...)
Dziś wybrałam się z Markiem na jazdę w terenie- pierwszą dla mnie w tym roku. W lesie przyjemnie, dużo saren i wrażeń podczas jazdy- m.inn. 2 upadki...w dalszym ciągu "oswajam" SPD-ki...dziś lądowanie było stosunkowo miękkie, na podjazdach, więc tempo było też wolne :-)
Dziś jazda z Mężem-Mocnym-Markiem i drugim Markiem:-)Oni dziś odpoczywali po szalonych treningach w Przytoku...podpuszczali mnie, że mam jechać na czele i nie za szybko, bo nie dadzą rady...:-)Ogólnie jazda dość sympatyczna:-) No i piękne słońce, choć niestety chłodne podmuchy powietrza...
W sumie nie sądziłam, że dam dzisiaj radę wyskoczyć na rower...Od rana w ferworze przygotowań do Świąt, ale udało mi się "wygospodarować" godzinkę... Zdradziecka ta pogoda- niby słoneczko świeciło, ale wiatr bardzo dokuczliwy.
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )