Kolejny wyścig z cyklu Grand Prix Lubuskiego. Jechałam sama, Marek po chorobie odpuścił dzisiaj. Objazd pętli na rozgrzewce mnie załamał...zapowiadało się bowiem na więcej prowadzenia niż jazdy- ostre zjazdy, zjazdy po schodach, zjazdy z jednego wysokiego stopnia...byłam przerażona... Na starcie ruszyłam ostro i ...kompletnie nie wiem co robi adrenalina z człowiekiem, ale przejechałam to wszystko co wydawało się na rozgrzewce "samobójstwem" nie do przejechania. Było OK do V pętli- wtedy zaliczyłam upadek przy zjeździe na schodach...przednie koło stanęło, tylne poszło w górę a rower mnie przygniótł.Wstałam jednak i z bólem jechałam dalej-ostatnie 2 rundy nie pokusiłam się jednak zjeżdżać w tych najgorszych miejscach, bo nie byłam w stanie z bólu utrzymać kierownicy- ból nadgarstków, które przęjęły ciężar upadku... Ogólnie, mimo upadku utzymałam swoją początkową 4 pozycję i z wielką satysfakcją dojechałam "żywa" na metę:-) Cierpię teraz...nadgarskiem nie jestem w stanie w ogóle ruszyć z bólu, na łokciu rana, udo stłuczone.Mam nadzieję, że do zawodów w Krakowie dojdę do siebie:-)
Dziś w planach ostro i krótko czyli najlepiej naokoło jeziora. Za Przyprostynią tracę nadzieję na rekord czasu do jechałam pod wiatr. Za Perzynami pojawia się przede mną inny kolarz, więc zaczynam pościg...wyprzedzam przed Nową Wsią i potem już uciekam...Nie dał rady:-)Zanosi się na pobicie rekordu, ale oczywiście na znienawidzonej ścieżce rowerowej jedna blokuje drogę i muszę się prawie zatrzymać. Ostatecznie i tak poszło dobrze- czas 40:56- poprawa o 23s (porównuję oczywiście tylko z jazdą samotną, bez udogodnień i skrótów)
Samotne rozjechanie. Dziś "męczyło" mnie utrzymywanie się na "niskich obrotach" i kontrolowanie strefy, ale osobisty trener Marek zalecił taką jazdę:-)
Dziś kolejny wyścig z cyklu. Po 2 weekendach bez zawodów początkowo czułam radość, z biegiem czasu jednak coraz większy stres. Walka była ostra, ale jechało mi się dość dobrze mimo nienajlepszego samopoczucia. Cel osiągnięty:-) Ogólnie- V miejsce. Rano pogoda mnie trochę dobiła- po tylu dniach upałów dziś było chłodno- jednak na zawody pogoda dobra.
Dziś samotnie, bo Marek nadal chory. Dziś doszły nasze nowe oponki, więc trzeba się było przejechać. Na razie jakoś "dziko":-) 41:27 - w Nowej Wsi kawałek w terenie, więc czasu nie porównuję
Marek chory, więc wyruszyłam sama. Za krzyżówką mijam się z Mikim, który zawraca i jedzie ze mną. W Przyprostyni wyprzedzamy jakiegoś "dziadka"...za Przyprostynią czuję, że on siedzi mi na kole...No i zaczęła się zabawa w uciekanie. Za Perzynami odpuścił:-))) Tak więc miało być dziś spokojnie a wyszło inaczej. Poprawiłam nawet czas a nie dawaliśmy ostro od początku jazdy; no i ewentualnie troszkę zyskałam w Przyprostyni, bo jechaliśmy tam asfaltem a nie ścieżką. Naokoło jeziora- czas 40:22 (poprawa o 1min.3s.)
Dziś samotnie i późno- dopiero o 20 wyjeżdżałam jak upał trochę zelżał. Jechało się dzisiaj dość dobrze, nawet pomimo użądlenia przez osę już na samym początku jazdy... Lutol Mokry- Dąbrówka-Zbąszyń-Nądnia-Nowa Wieś-Perzyny-Zbąszyń.
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )