Dziś w planach ostro i krótko czyli najlepiej naokoło jeziora. Za Przyprostynią tracę nadzieję na rekord czasu do jechałam pod wiatr. Za Perzynami pojawia się przede mną inny kolarz, więc zaczynam pościg...wyprzedzam przed Nową Wsią i potem już uciekam...Nie dał rady:-)Zanosi się na pobicie rekordu, ale oczywiście na znienawidzonej ścieżce rowerowej jedna blokuje drogę i muszę się prawie zatrzymać. Ostatecznie i tak poszło dobrze- czas 40:56- poprawa o 23s (porównuję oczywiście tylko z jazdą samotną, bez udogodnień i skrótów)
Komentarze (3)
Właśnie chodzi mi o to żeby przerzucić się w końcu na asfalt i porównywać wtedy wyniki, które będą bardziej obiektywne i bezpieczne, bądź co bądź samochody rzadziej utrudniają szybka jazdę i nie jeżdżą slalomem, jak rowerzyści albo jeszcze gorzej jak piesi.
Miki, no zrozum, że skoro to ma być porównanie i sprawdzenie, czy jest lepiej to nie sztuką jest przejchać asfaltem...przecież wiadomo, że czas będzie wtedy lepszy (chyba, że cały czas zawsze jechałby się asfaltem) Dzięki za gratulacje, może faktycznie zejdę poniżej 40 minut do końca sezonu...
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )