Wybraliśmy się wpólnie, pomimo ochłodzenia. Kierunek na Chobienice, Zakrzewo, Belęcin, Tuchorzę, Boruję, Stefanowice, Chrośnicę i powrót do Zbąszynia. Pod wiatr było ciężko. Chłopaki mnie w większości osłaniali. Po 1,5h godzinie zaczęłam jednak marznąć.
Marek wybrał się na bieg noworoczny z biegaczami klubu a ja na krótką przejażdżkę naokoło Strzyżewa. Wrażenia z jazdy na nowym amorze- nieopisane...różnica kolosalna a to była zaledwie jazda po szosie. Co to będzie w terenie:-)
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )