Marek z Piotrem puścili się w tym upale tam i spowrotem. Ja nie ryzykowałam z moimi obrażeniami. Dojechałam do Łagowa autem i tam troszke z nimi pojeździłam.
Wyjzad z Markiem, Mikim i Piotrkiem. W lesie na górkach kręciliśmy pętelki...I wszytko byłoby ok, gdybym na siłę nie robiła piątej pętli...na ostatnim podjeździe gleba- nadziałam się klatką piersiową na róg kierownicy...nieciekawie się zanosi, bo odbicie daje się we znaki- problem największy z głębszym oddechem i zmianą pozycji. No i jak tu się teraz na plaży pokazać z takimi obrażeniami...? Obym doszła do siebie do następnych zawodów, bo jak nie to się chyba wścieknę...
Z Mareckim...miało być "delikatnie naokoło jeziora" jak stwierdził... Oczywiście wcale tak nie było...I tak Kosieczyn, Babimost, Kargowa, Kopanica, Żodyń i odbijamy na Siedlec a stamtąd dla mnie nową trasą czyli przez Tuchorzę, Belęcin, Stefanowo do domu. Przed Żodyniem dogoniliśmy koparkę i przez kawałek jazda na gapę. Upał trochę zelżał i jechało się zupełnie inaczej. W ogóle- dziś Marecki mnie "eskortował" czyli zasłaniał od wiatru
Po dwóch dniach przerwy dziś w planach był krótki i "ostry" trening. Marek pojechał ze mną. Runda naokoło jeziora od tej strony co zwykle i po ścieżkach rowerowych w 2 miejscach- czas 41:19s...więc poprawiłam o przeszło minutę:-) A upał okropny
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )