Dziś taki wyjątkowy wtorek, że do pracy jadę na 10.30. Wrócę coprawda późnym wieczorem, więc jedyna szansa na trening była rano. Zrobiłam dziś podjazdy: 5x 2 minuty. 15 minut rozgrzewka, 15 minut rozjechanie...Oczywiście obudziłam się z bólem kolana...a na rowerze trochę przeszło
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )