Marek wyjechał wcześniej, ja dopiero jak uwinęłam się z obowiązkami...trasa krótka z braku czasu, naokoło jeziora...świeżo po deszczu, więc trochę pryskało. Za Nową Wsią spotkałam się z Markiem i jego ekipą, więc dalej "eskortowali" mnie do domu:-)
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )