Początkowo "zabieram się do pociągu" w składzie- Marek, Piotrek, Bartek i Grzegorz...Pociąg relacji Przyprostynia- Kargowa. Oni na góralach, bo jadą w kargowskie lasy pośmigać w terenie a ja na Marka szosie. Jakoś starałm się trzymać to koło, ale jak Marek z Piotrem dawali zmiany, to miałam co robić... Koło jeziora w Linach rozstaję się nimi i ruszam samotnie na Babimost, Kosieczyn, Chlastawę. Odbijam jeszcze w Nądni naokoło jeziora i do domku. Na koniec robiłam jeszcze zryw, bo wpałam na pomysł, że może uda mi się w 2h zrobić 60km...ale zabrakło mi 1200m...
Marek zebrał się na czasówkę a ja po doprowadzeniu rowera do stanu używalności- czyli dokładniejszym wyczyszczeniu go z błota po maratonie w Jeleniej Górze, za radą Marka ruszam dzisiaj "na tlen". Kierunek na Chobienice, gdzie wydaje mi się, że jedzie się super, noga mocna...bo z wiatrem:-) Od Grójca zaczyna się już walka z wiatrem, gdzie momentami sprwadzam, czy nie mam pany...Jadę dzisiaj dużo na blacie, na podjazdach też staram się sztywno i skutkiem tego "wchodzi" mi w nogi. Za Chlastawą łączę się z Mareckim i odbijamy jeszcze naokoło jeziora. A za Perzynami zaczyna nam uciekać jeden koleś...buja się na rowerze na prawo i lewo i co chwilę się ogląda, sprawdzając czy go doganiamy...no więc już czułam, że Marek ma plan...początkowo spokojnie, w równym tempie doganiamy go na krzyżówce a on dalej robi "ucieczkę"...Marek długo siedzi mu na kole aż w końcu się odwraca, kiwa mi głową i gościa "wchłaniamy":-) W sumie fajny trening dzisiaj.
W ramachej rozjechania, żółwim tempem naokoło jeziora od strony Nądni. Marek w stroju zupełnie cywilnym (!) na starej meridzie, ja jedynie bez kasku...jakoś tak dziwnie jechać na luzie, pomału...w dwóch miejscach nie wytrzymałam i krótkie zrywy zrobiłam.
W sumie to prawie sobie dzisiaj odpuściałam, ale jak Marecki poszedł na szosę to się pod wieczór zmobilizowałam. Wczoraj Marek napomknął coś, że dzisiaj zrobi czasówkę i podłapałam tę myśl. Początkowo rozgrzewkowo przez park i w Przyprostyni kawałek za drogą na Stefanowo -jak mawia Miki- lotny start w kierunku na Zbąszyń. Kilka pierwszych kilometrów i przeklinam samą siebie, że coś takiego przyszło mi do głowy...generalnie aż do Chrośnicy jedzie mi się ciężko i chyba pod wiatr. Potem już jakoś w rytmie, w miarę równo, ale pośladki pieką niemiłosiernie- mam wrażenie, że chyba nawet bardziej niż na podjeździe pod Świątynię Wang w Karpaczu na tegorocznym maratonie. Ostatnia prosta od Stefanowa wydaje się nie mieć końca, ale staram się tam pomimo bólu jeszcze trochę przyspieszyć. Zakwasiłam się dzisiaj mocno, ale plan zrealizowałam:-) Chciałam zmieścić się w godzinie...wyszło nawet lepiej:-)po wpisach archiwalnych doszłam, że rekord z ubiegłego roku wynosił 1h01, dzisiejszy czas to 57:27:-) Jestem zadowolona- nawet biorąc pod uwagę fakt, że startowałam zawsze spod domu, to ten zapas 2,5 minuty na dojazd do krzyżówki w zupełności by wystarczył.
Samotnie wieczorem na Marka treku. Kierunek na Dąbrówkę, Zbąszynek, Kosieczyn, Babimost i na Zbąszyń. Chciałam odbić jeszcze na Perzyny i naokoło jeziora, ale zrezygnowałam, bo zaczęło mnie boleć kolano, no i d...się jeszcze nie zregenerowała po niedzielnym wyścigu w Lubrzy
Po 12-godzinnym wysiłku intelektualnym trening to prawdziwe "wybawienie". Wyruszyłam dopiero przed 20, bo czekałam aż Marek wróci z treningu i przekaże i Treka- miałam dzisiaj ochotę na szosówkę. Traska następująca: przez Nądnię, Kosieczyn do Babimostu, stamtąd do Chobienic i dalej na Godziszewo, Zakrzewo, Belęcin, Mariankowo, Chrośnicę i na Zbąszyń. Od Chrośnicy piękny zachód słońca:-) Wydzieliło mi się dzisiaj dużo endorfin, to był taki fajny trening- bardzo ciepło, pusta szosa, muza i te zapachy z łąk i lasów:-) Porządnie się odreagowałam:-)
Zaczęłam dziś pisać swoje sprawozdanie do pracy...mam nadzieję, że uwinę się z nim w tydzień. Od jutra urlop i plan ambitny- wstaję rano, piszę na maxa a na odreagowanie fizyczne będzie trening popołudniu lub wieczorem. Dziś samotnie w kierunku na Chrośnicę, Boruję, Belęcin, w Zakrzewku zachciało mi się kawałek polną i jeszcze źle skręciłam...wyjechałam na drodze na Stefanowo. Jechało się ok, choć wiaterek czasem nieźle dokuczał.
Zrealizowałam swój plan na dziś...w szkole uroczystości zakończenia roku szkolnego skończyły się dość szybko, więc wróciłam do domu, szybko się przebrałam i spowrotem ruszyłam do drugiej pracy tym razem już Trekiem. Wkurzające jest tylko to targanie ze sobą plecaka i rzeczy na przebranie. W drodze powrotnej odbijam na Chrośnicę i do domu.
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )