Pierwsza samotna dłuższa trasa. Zaczynam na Nowy Tomyśl, Wolsztyn, w Powodowie kierunek na Kargową. W Kargowej na Babimost, Kosieczyn, Zbąszyń. Odbijam jeszcze na Strzyżewo i dojeżdżam do Statoil, że dokręcićdo 100km. Ostatnie 5km to jakaś rzeźnia- dziwne dolegliwości mnie dopadły- ból prawej stopy i pieczenie lwej łydki...myślałam że się poryczę z bólu. Ale dojechałam o własnych siłach.
W sumie to miałam nie zdążyć dzisiaj z treningiem, ale dobrze się zorganizowałam i wygospodarowałam godzinkę. Kierunek na Boruję, 5 zrywów trzyminutowych. Prawdopodobnie to ostatnie dni słońca. Pogoda fajna na jazdę.
Miałam dziś zamiar pojechać do pracy rowerem, jednak w ostatni wolny poranek zwyciężyło lenistwo...Marek zaproponował, że wieczorem dojedzie do mnie rowerem, zabierze auto i wtedy zrobię trening. Po pracy byłam umówiona z Marysią, żeby z nią pokręcić trochę w okolicach Nowego Tomyśla i potem zdążyć przed zmrokiem do domu. Już prawie odwołałyśmy jazdę, bo popołudniu zaczęło padać...na szczęście do 18 było już po deszczu. Skończyłam pracę i pojechałyśmy na Wąsowo a potem dalej na Wytomyśl- tam mnie jeszcze nie było:-)W Tomyślu rozstajemy się na światłach- Marysia do domu, ja na Zbąszyń już w nieco żwawszym tempie. Zmarzłam dzisiaj...idzie jesień:-(((niestety...
Na Chobienice, Babimost i obwodnicą kierunek na Smardzewo. Pierwszy raz tam jechałam... podjazdy mnie "zabiły" i momentalnie odpadłam z koła...Potem odbijamy na Brudzewo, Kręcko i dalej już przez Kosieczyn, Chlastawę do domu.
Już myślałam, że Marek i Miki zrezygnują z treningu, bo pogoda nieciekawa...Jednak sprężyli się i to mnie zmobilizowało. W planie delikatnie i krótko, tylko razem z nimi wyruszyłam. Jechało się kiepsko, dodatkowo wkurzający wiatr. W Nądni łapie mnie deszcz i wracam cała przemoczona. Za to Marecki wrócił suchy- żadna chmura ich nie dopadła.
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )