Na Boruję- bicie rekordu
Wtorek, 19 lipca 2011
· Komentarze(0)
Kategoria Szosa
W sumie to prawie sobie dzisiaj odpuściałam, ale jak Marecki poszedł na szosę to się pod wieczór zmobilizowałam. Wczoraj Marek napomknął coś, że dzisiaj zrobi czasówkę i podłapałam tę myśl. Początkowo rozgrzewkowo przez park i w Przyprostyni kawałek za drogą na Stefanowo -jak mawia Miki- lotny start w kierunku na Zbąszyń. Kilka pierwszych kilometrów i przeklinam samą siebie, że coś takiego przyszło mi do głowy...generalnie aż do Chrośnicy jedzie mi się ciężko i chyba pod wiatr. Potem już jakoś w rytmie, w miarę równo, ale pośladki pieką niemiłosiernie- mam wrażenie, że chyba nawet bardziej niż na podjeździe pod Świątynię Wang w Karpaczu na tegorocznym maratonie. Ostatnia prosta od Stefanowa wydaje się nie mieć końca, ale staram się tam pomimo bólu jeszcze trochę przyspieszyć. Zakwasiłam się dzisiaj mocno, ale plan zrealizowałam:-) Chciałam zmieścić się w godzinie...wyszło nawet lepiej:-)po wpisach archiwalnych doszłam, że rekord z ubiegłego roku wynosił 1h01, dzisiejszy czas to 57:27:-) Jestem zadowolona- nawet biorąc pod uwagę fakt, że startowałam zawsze spod domu, to ten zapas 2,5 minuty na dojazd do krzyżówki w zupełności by wystarczył.



