Dziś pzoostała mi jeszcze godzinka, żeby wyrobić się planem. I od rana niestety wojna o trenażer, bo Marek miał dziś jechać 3h. Gdyby nie ból kolana, to zebrałabym się na przejażdżkę po lesie. Ostatecznie jednak Marek postanowił, że pojedzie jutro i udpostępnił mi rower. W planach były podjazdy...no ale przez kolano zdecydowałam się zrobić jednak S1. Tak więc- 15 minut rozgrzewka, 7 przyspieszeń po 30 sekund i rozjechanie.
Coś mnie ostatnio pech prześladuje... wczoraj jazda bez licznika a dzisiaj "przygody" z pulsometrem...po 45 minutach jazdy zatrzymał się na tętnie 167 i tak już pozostał. Chyba pulsometr taty, który nieopodal jechał na rowerku stacjonarnym spowodował te zakłócenia. Tak więc- w planach było M1: 20 minut rozgrzewka, 40 minut w strefie 3 i 20 minut rozjechanie- a w sumie to nie wiem co wyszło...
Przez cały tydzień nie było czasu na rower, więc dzisiaj musiałam nadrabiać braki. W planach 2h- jakoś poszło, ale momentami miałam już dość. Dziś km podaję "na oko", bo Marek zabrał ze sobą licznik do pracy...
Zaplanowałam na koniec tygodnia regeneracji test tętna na progu mleczanowym. Motywacja była dobra, pora również- najlepiej trenuje mi się w godzinach okołopołudniowych. Początek - 10 minut rozgrzewka 30 minut- test (11,33km; dane z 20 minut z pulsometru: HR avg 189, mx 200; kcal 262) Rozjechanie- 10 minut Obciążenie na trenażerze- 2
Wrażenia...przez ostatnie 5 minut walka z kryzysem psychicznym i fizycznym... Myślałam, że spadnę z rowera! Dystans nie jest imponujący, ale postanowiłam zostawić taki opór, na jakim zazwyczaj jeżdżę na trenażerze, żeby choć trochę przypominało to jazdę w niekoniecznie idealnych warunkach pogodowych
Podaję łaczną ilość km i kalorii a parametry tętna z 20 minut testu
Trenażer- spokojnie. Wpis dopiero dzisiaj, bo nie mieliśmy "kontaktu ze światem"...Wkurzam się, że to tydzień odpoczynku, bo miałabym czas na rower a i pogoda dość ciekawa....a tu trzeba oszczędzać siły...może jutro zrobię test
Wróciłam dziś szybko z pracy, ale nie przypuszczałam, że Marek poczeka za mną z jazdą...nawet mi szosówkę oddał i pedały przełożył:-) Tak więc- pierwsza wspólna w tym roku przejażdżka- kierunek na Stefanowo,Belęcin, Chrośnicę. Chowałam się za nim, więc wiatr mnie nie zabił.
Dziś w planach M1- udało mi się wycyrklować trening akurat na transmisję biegów narciarskich w Rybińsku, tak więc kręciłam razem z Justyną:-) Coraz bardziej kusi mnie, żeby spróbować jazdy na nartach biegowych.
10 minut- rozgrzewka, 50 minut w 3 strefie (średni puls ok.172), 15 minut- rozjechanie
Dziś delikatna próba na trenażerze, bo od piątku bóle kolan nie dawały mi spokoju...wygrzewałam je sobie, smarowałam i wczoraj odpoczywałam. Dziś dalej uczucie jakieś takie niewyraźne... Kurdę, wściec się można...mam od jutro kilka dni urlopu i nareszcie mogę trenować, jak się należy, bo jest czas...ale okaże się co będzie dalej z tymi kolanami...zmartwiłam się tym bardzo:-(((
W sumie to nie do końca wiedziałam, jak będzie dzisiaj z moim treningiem. Od wczoraj znów dokuczał mi ból kolana po siłowni. No ale zebrałam się- i to nie na trenażer, tylko na zewnątrz. I w sumie to jestem z siebie dumna, bo przekraczam swoje granice:-) To była moja pierwsza jazda w temperaturze poniżej 0 stopni. Tradycyjna traska naokoło jeziora; króciótki postój w Nowej Wsi na campingu...rzeka wylała...foto poniżej
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )