III Wyścig Rowerowy MTB Pniewo

Wtorek, 3 maja 2011 · Komentarze(2)
Kategoria Zawody MTB
Ten wyścig Marek wynalazł rok temu, ale już po czasie. Blisko nas, w sumie do końca nie wiedzieliśmy, czy pojedziemy. Ja byłam bliska zostania w domu, żeby jednak się trochę oszczędzić po tym górskim kręceniu. Ale oczywiście spakowałam się i wgramoliłam do auta, mimo złego samopoczucie i okropnego zimna +3st. Jadę bez chęci. Docieramy z Marianem i Mikołajem na miejsce i ja dogorywam w aucie z powodu niedyspozycji. W głowie setki myśli- jechać- nie jechać...przecież źle się czuję, boli mnie brzuch, przecież zimno, ale z drugiej strony to chociaż zrobię trening, przecież nie wytrzymam patrząc na nich, przecież zaledwie 2 pętle... Postanawiam rzucać monetą i ułatwić sobie podjęcie decyzji- wychodzi reszka, czyli miałam nie jechać. I idę się wtedy zapisać... Robimy rozgrzewkę 1 pętlę, no i ustawiamy się na starcie. Jest kilka babek, więc będzie ściganie. Ruszają ostro. Jedna już poza możliwościami dojścia. Doganiam drugą i potem wyprzedzam następną na 2km. I tak grzeję jak mogę najszybciej. Po chwili orientuję się, że ona siedzi mi na kole. Ciągnę jak osiołek pod wiatr, pod górę a ona się wiezie. Myślę sobie, może powiem jej, żeby zmieniła, ale zaraz w głowie pojawia się myśl, że przecież nie pokażę, że jestem słabsza, no i Marecki pewnie też by nie poprosił o zmianę. Druga pętla, sytuacja nie ulega zmianie,w dalszym ciągu mam pasażerkę na gapę, więc szykuję się mentalnie do walki na finiszu. Ostatni asfaltowy podjazd. Czekam, żeby za szybko nie stanąć na pedały. Końcówka podjazdu, koleżanka budzi się do życia i mnie wyprzedza...daję na maxa, jeszcze się obraca i patrzy, czy ją gonię...Nie dałam rady. Jak to się mówi, wiozła się cały wyścig i wzięła na kresce... Za metą musiałam się wypłakać w ustronnym miejscu z żalu... oj psychicznie zabolało. Znów nie odczarowałam 3 miejsca. Ale jeden pożytek z tego mojego dzisiejszego startu- sama nie zrobiłam takiego treningu, więc chyba ok...

Wielka Sowa z Markiem i Arturem

Niedziela, 1 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Wyruszamy z Markiem na rozjechanie nie chcąc tracić możliwości pojeżdżenia po górach. W planach wycieczkowo na Wielką Sową. Ja trochę z obawami, bo przecież to nie oznaczało dla mnie "rozjechania"... no ale jadę. Ruszamy w kierunku Hotelu Dębowego, na Kawkę (tutaj jestem w szoku, że robię podjazd, który zabijał mnie rok i dwa lata temu teraz w tlenie:-), docieramy do Trzech Buków i dalej trafiamy na Przełęcz Jugowską. Tam chwilą na zapoznanie z mapą i dołącza do nas i zagaduje miejscowy biker z propozycją poprowadzenia, gdzie zechcemy. Tak więc dalsza jazda już w trójkę. Artur okazuje się niezłym kompanem, zna tam każdy zakamarek, każdy skrót, wszystkie szlaki. Przy okazji niczym przewodnik opowiada nam różne anegdoty. Docieramy na Wielką Sowę, tam krótkki postój, posilenie się. Ubieramy kurtki i zjazd...ale zimno!!! Marzną mi okropnie palce u rąk i nóg. Docieramy do Rzeczki i dalej podjazd na Jugowską od drugiej strony. Artur pokazuje nam w głębi resztki śniegu na Rymarzu. Na Jugowskiej ja jestem już tak zmarznięta, że chcę odłączyć. Artur proponował jeszcze Kalenicę. Chciałam wrócić sama do domu, ale chłopaki zmieniły plany i wrócili razem ze mną żeby mnie nie zostawić. Powrót przez Trzy Buki, Leśny Dworek. Super wycieczka. Jak mi się uda, wrzucę kilka fotek.


Od Trzech Buków na Przełęcz Jugowską


Wieża Bismarcka na Wielkiej Sowie (1015m.n.p.m.)


Z nowopoznanym bikerem Arturem

ZŁOTY STOK Powerade Suzuki MTB Marathon

Sobota, 30 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Mój pierwszy górski wyścig:-) Ukończyłam cało i zdrowo:-) i utrzymałam po raz trzeci 3 miejsce:-) Stresa miałam okropnego przed startem. Poprostu się bałam, zwłaszcza tych zjazdów, o których opowiadał Piotr.
Przed startem zagaduje Jagna z koleżanką i się oficjalnie poznajemy. Ruszamy razem. Nawe nie marzę o tym, żeby się z nią ścigać, ale poczatek wyglądał nienajgorzej. Podjazd na Jawornik Wielki...do ok.6km mam ją w zasięgu wzroku, jest niedaleko. Ostatnie km podjazdu to już się robi dla mnie masakra...ale jadę i jestem z siebie dumna, że podjeżdżam, gdy inni prowadzą. Na 2km przed końcem podjazdu dochodzi mnie koleżanka Jagny i czuję jej oddech na plecach. Wdrapujemy się i się zaczyna...Pierwszy techniczny zjazd...zaczynam go zjeżdżać i nagle strach mnie paraliżuje, z ledwością się zatrzymuję i z trudem sprowadzam. Potem już staram się jechać. Sztywnieje mi kark i ręce od hamowania. Zdecydowanie dystans mini okazuje się w sam raz na poczatek ścigania w górach. To było super przeżycie, z wielka satysfakcją dotarłam na metę- szczęśliwa, że żyję:-)

Pana...

Czwartek, 28 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Miałam dziś przygodę...po pracy szybko wpadam do domu, przebieram się i ruszam naokoło jeziora. Po rozgrzewce robię dwa 90-sek. zrywy. Jestem już za górką w Nowej Wsi i okazuje się, że mam panę...musi być ten pierwszy raz. Docieram z buta do Nowej Wsi Zamek i tam zgarnia mnie Marek. I skończyła się jazda...
Miałam więc potem szał pakowania, bo jutro po pracy kierunek Bielawa...a stamtąd mamy już tylko niecałe 40km do Złotego Stoku...boję się tego I górskiego wyścigu...mam nadzieję, że się nie potrzaskam.

Teren

Wtorek, 26 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Niby mi się nie chciało, ale coś mnie naszło i wyjechałam na Leśne Domki. Tam 2 pętle w lesie, potem trochę pokręciłam i powrót do domu. Zajechałam jeszcze na górki do parku i tak kilka podjazdów. Wróciłam do domu i zaczęło lać, cudem zdążyłam przed burzą.

Piachy

Niedziela, 24 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Z Markiem. Kierunek na Leśne Domki. Myślałam, że tam będziemy robić pętle, no ale trafiliśmy do Kuźnicy. Tam przez moment miałam frajdę z jazdy na mini sekcji technicznej po korzeniach nad jeziorkiem. A poza tym wszechobecny piach...i już mnie to dzisiaj wyprowadziło z równowagi. Poza tym nie panowałam dziś nad rowerem- 2 razy mnie przygniótł. Powrót przez Szarki, Grubsko, marzyłam już o asfalcie. Od Stefanowic samotnie do domu przez Chrośnicę.

Z bratem

Sobota, 23 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Właściwie miałam się dzisiaj regenerować i w planach był dzień bez rowera. No ale przyjechał brat z rodzinką na Święta i chciał się przejechać naokoło jeziora, więc uległam bez proszenia. Mariusz na starej meridzie Marka, ja na szosówce. Miało być spokojniej, ale Mariusz nieźle pociskał, no i gadaliśmy podczas jazdy, więc momentami łapałam zadyszkę.

Do pracy o wschodzie słońca

Piątek, 22 kwietnia 2011 · Komentarze(1)
Kategoria Szosa
W końcu zrealizowałam swój zamiar przejechania się do pracy rowerem. Wyjechałam o 6:20, oczywiście jazda bardzo spokojna, wręcz powolna, żeby jako tako wyglądać potem między ludźmi. A w pracy totalne poruszenie...bo co to za dziwne pedały, jaki śmieszny strój, jaki lekki rower (oj, nie mają dziewczyny pojęcia, ile powinien ważyć rower do mtb:-)) itp., itd. Nawet nie miałam siły tego wszystkiego tłumaczyć, bo i tak nie ogarną:-)
Ogólne wrażenia niezłe, troszkę chłodno rano, no i masakryczny ruch na tej drodze do Nowego Tomyśla a przy tym porąbani kierowcy wciskający się na trzeciego