Wróciłam z pracy przed 19 a o tej porze to zazwyczaj już mi się nie chce kręcić. Ostatecznie jednak postanawiam zrobić mały tlenik. W planach miałam kierunek na Zbąszynek przez Dąbrówkę, ale jak zobaczyłam zakorkowaną tirami ulicę 17Stycznia to odbijam na Nądnię i zmieniam plany. Jedzie się niby ok, ale kilka razy sprawdzałam, czy nie jadę na flaku, co interpretuję zazwyczaj dwojako- albo pana albo noga zajechana. Mam kilka momentów, że nie wiadomo z jakiej przyczyny przyspieszam, ale staram się już jednak potem trzymać tlen. Przed Perzynami zaczyna mi coś "rzęzić"...myślałam, że to coś w korbie, ale po chwili coś dzieje się z lewym pedałem...Tak więc od Perzyn miałam niebywałą "przyjemność" kręcenia jedną nogą, bo lewa się ciągle wypinała. Ciekawa jestem, co tam się stało- jutro Marecki zobaczy, ale sam stwierdził, że dziwna sprawa z tym pedałem (...)
Pierwszy wyścig z cyklu Grand Prix Kaczmarek Electric. Nie mogłam już dospać- załamał mnie deszcz padający całą noc. W ogóle oboje z Markiem jakoś bez chęci wyjeżdżaliśmy dzisiaj na wyścig. Po odebraniu nr startowych chłopaki mnie zestresowali, twierdząc, że punkty do klasyfikacji generalnej kobiet cyklu lubuskiego zostaną uznane tylko w przypadku dystansu mega. No i miałam nieoczekiwany dylemat, co jechać mini czy mega (w sumie to nadal ta kwestia jest niejasna). Do tej pory nie ścigałam się na takim dystansie. Nie trenuję w ogóle tyle godzin. Miałam setki myśli w głowie i realnie bałam się, że tego wyścigu poprostu nie dam rady ukończyć. Poza tym nastawiłam się psychicznie na mini a nie przygotowałam ani fizycznie a tym bardziej psychicznie na mega... Jednak próbę podjęłam. Z perspektywy czasu myślę teraz, że to było dobre posunięcie dla mojej „głowy”, bo przełamałam siebie, wygrałam dzisiaj sama ze sobą, z własnymi słabościami i z niewiarą w to, że mogę ukończyć ten dystansJ Dlatego jestem, pomimo zmęczenia, potwornie usatysfakcjonowanaJ A wyścig wyglądał mniej więcej tak: do 15 km w dobrym tempie trzymam się za moją konkurentką, która się co chwilę obraca i sprawdza, czy mnie zgubiła. Potem już jednak mi ucieka (jak się okazało na mecie zmieniła zdanie w trakcie wyścigu i zjechała na dystans mini, dlatego dobrze, że nie przyszło mi do głowy, żeby gonić ją za wszelką cenę) i właściwie do końca walczyłam już sama w sporadycznym towarzystwie panów. Druga pętla i nie wyobrażam sobie, jak możliwe jest dotrwanie do mety. Od 30km jadę już bardziej „ostrożnie”, bo zaczynają mnie łapać skurcze. Podnoszą mnie trochę na duchu krótkie pogawędki z pewnym kolegą i towarzyszem niedoli, który też jedzie ten dystans pierwszy raz i którego też łapią skurcze. W międzyczasie modlę się o siłę i o to, żeby nie spotkało mnie to co w Murowanej Goślinie na mecie- takie skurcze, że nie mogłam nawet ustać. Powtarzam sobie w głowie, że dam radę, że już coraz bliżej, że ukończę wyścig. Trzecią pętlę pokonuję prawie samotnie, nie widzę nikogo przed sobą ani za sobą. Jadę już praktycznie „głową”, bo bolą mnie plecy, nogi robią się coraz cięższe. Dziś po raz pierwszy to Marek czeka na mnie na mecie. Docieram jak się okazuje jako V. Moją satysfakcję z dzisiejszego wyścigu psuje trochę jego organizacja i różne dziwne posunięcia (...) Ale trasa była fajna, podobała mi się.
Jak rzadko kiedy jedziemy z Mareckim razem. Plan rekreacyjny. Ruszamy przez park i tamę do Perzyn, stamtąd polną drogą do Zakrzewka, asfaltem na Stefanowo. Tam krótka pogawędka z Marka siostrą i dalej lasem na Leśne Domki. Przez Wierzchaczewo lasem na Nowy Dwór i stamtąd polną na Strzyżewo. Taka nietypowa dzisiaj trasa, nietypowe tempo, nietypowe towarzystwo...bo rzadko kiedy jedziemy razem
Do wieczora w pracy, więc z trudem mobilizuję się na rower. W planach dziś coś "ostrego", więc pozostaje tylko próba bicia rekordu naokoło jeziora z racji braku czasu. Krótka rozgrzewka w parku i kierunek Przyprostynia. Za Przyprostynią mnie trochę "otrzeźwia" jazda pod wiaterek, którego niby nie ma. Staram się cisnąć, jak tylko się da. Do samego Zbąszynia wydawało mi się, że uda mi się choć kilka sekund urwać, ale ostatecznie wyszło 39:03- zabrakło mi 31 sekund
Późno wróciłam z Poznania i nie chciało mi się już jechać. Zmobilizowałam się jednak na rundkę naokoło jeziora i potem jeszcze naokoło Strzyżewa. Przepiękna pogoda- lato w maju. Byłyby dzisiaj dobre warunki na czasówkę na tej trasie.
Kolejny start. Dzisiaj zaczęły się zmagania zielonogórskiego i zarazem lubuskiego Grand Prix. Trasa ta sama, co w ubiegłym roku- jedynie dystans uległ zmianie- dołożono 1 pętlę. Od wczoraj dokuczał mi zakwas w lewym podudzie. Na szczęście obyło się bez skurczy. Po wyścigu możliwość darmowego masażu:-) Dzisiaj chłopaki triumfowały na podium. Dla mnie było ono dziś nieosiągalne, czołówka pań poza moim zasięgiem. Tak więc miejsce V, trochę jestem niepocieszona, bo miałam "apetyt" na IV(...)Jednak c.d.n.
Kierunek na Boruję. Za radą Marka ciepło się ubieram. I faktycznie wiatr jest chłodny. Standardowo 2 zrywy 90-sekundowe, potem walka z wiatrem od Belęcina.
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )