Dziś się zawzięłam i zaraz po obudzeniu ubieram się na rower. Już dawno nie jechałam w długich spodniach i bluzie. Ominęłam dzisiaj ścieżki rowerowe, żeby zminimalizować ilość wstrząsów dla mojego nadgarstka. Pokręciłam standardowo naokoło jeziora. Czas kiepski, choć raczej bicie rekordów z niesprawną ręką jest mało realne...no i nie zakładałam dziś tego. Najważniejsze, że wkręciłam się na obroty i samopoczucie zaraz się poprawiło
1.08.2010r. Dziś pierwszy raz wsiadłam na rower...i się załamałam...myślalałam, że już będzie ok z ręką, bo opuchlizna mocno zmalała i zaczęłam ruszać nadgarstkiem, ale niestety nie mogę chwycić porzadnie i utrzymać kierownicy. Pytanie- jak to długo potrwa? Zdołałam pojeździć na ścieżce nad Wisłą w okolicach Wawelu podczas gdy Marek jechał w BM. O jeździe w terenie mogę póki co zapomnieć a i na asfalcie nie jest komfortowo...no ale trenować trzeba... Chirurga nie słucham, szynę zdjęłam po 2 dniach i od jutra wracam do treningów...w ostateczności na trenażerze...
Dziś w planach ostro i krótko czyli najlepiej naokoło jeziora. Za Przyprostynią tracę nadzieję na rekord czasu do jechałam pod wiatr. Za Perzynami pojawia się przede mną inny kolarz, więc zaczynam pościg...wyprzedzam przed Nową Wsią i potem już uciekam...Nie dał rady:-)Zanosi się na pobicie rekordu, ale oczywiście na znienawidzonej ścieżce rowerowej jedna blokuje drogę i muszę się prawie zatrzymać. Ostatecznie i tak poszło dobrze- czas 40:56- poprawa o 23s (porównuję oczywiście tylko z jazdą samotną, bez udogodnień i skrótów)
Samotne rozjechanie. Dziś "męczyło" mnie utrzymywanie się na "niskich obrotach" i kontrolowanie strefy, ale osobisty trener Marek zalecił taką jazdę:-)
Dziś samotnie, bo Marek nadal chory. Dziś doszły nasze nowe oponki, więc trzeba się było przejechać. Na razie jakoś "dziko":-) 41:27 - w Nowej Wsi kawałek w terenie, więc czasu nie porównuję
Marek chory, więc wyruszyłam sama. Za krzyżówką mijam się z Mikim, który zawraca i jedzie ze mną. W Przyprostyni wyprzedzamy jakiegoś "dziadka"...za Przyprostynią czuję, że on siedzi mi na kole...No i zaczęła się zabawa w uciekanie. Za Perzynami odpuścił:-))) Tak więc miało być dziś spokojnie a wyszło inaczej. Poprawiłam nawet czas a nie dawaliśmy ostro od początku jazdy; no i ewentualnie troszkę zyskałam w Przyprostyni, bo jechaliśmy tam asfaltem a nie ścieżką. Naokoło jeziora- czas 40:22 (poprawa o 1min.3s.)
Dziś samotnie i późno- dopiero o 20 wyjeżdżałam jak upał trochę zelżał. Jechało się dzisiaj dość dobrze, nawet pomimo użądlenia przez osę już na samym początku jazdy... Lutol Mokry- Dąbrówka-Zbąszyń-Nądnia-Nowa Wieś-Perzyny-Zbąszyń.
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )