Z chłopakami i samotnie

Czwartek, 4 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Początkowo "zabieram się do pociągu" w składzie- Marek, Piotrek, Bartek i Grzegorz...Pociąg relacji Przyprostynia- Kargowa. Oni na góralach, bo jadą w kargowskie lasy pośmigać w terenie a ja na Marka szosie. Jakoś starałm się trzymać to koło, ale jak Marek z Piotrem dawali zmiany, to miałam co robić... Koło jeziora w Linach rozstaję się nimi i ruszam samotnie na Babimost, Kosieczyn, Chlastawę. Odbijam jeszcze w Nądni naokoło jeziora i do domku. Na koniec robiłam jeszcze zryw, bo wpałam na pomysł, że może uda mi się w 2h zrobić 60km...ale zabrakło mi 1200m...

Wielka Sowa

Wtorek, 2 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Ostatni dzień naszego pobytu w Bielawie, więc zbieramy się z Markiem, żeby jeszcze wykorzystać ten czas na rowerach. Początkowo testujemy kolejną możliwość dotarcia na Trzy Buki- tym razem drogę na wprost od sadu. I okazuje się, że jest ona krótsza, ale jak dla mnie pod koniec już "zabójcza"...ostatnie 150m prowadzę. Błoto. Na Trzech Bukach decydujemy, że ruszamy na Przełęcz Jugowską czarnym szlakiem. Na Przełęczy postanawiamy jednak zaatakować Wielką Sowę. Stamtąd prowadzi niebieski kamienisty szlak pod górę- supwer mi się nim jechało. Końcówka czerowym na Sowę to pokaz umiejętności techniczno-siłowo-wytrzymałościowych Marka na podjeździe kamienistym wąwozem. Ja też próbowałam na pewno więcej niż jeszcze w maju. Chwilę odpoczywamy na Sowie i zjeżdżamy w kierunku Koziego Siodła po kamlotach- przełamuję się i zjeżdżam- cała napięta i zestresowana, ale się kulam starając się nie hamować...i to faktycznie działa...koncetruję się tylkko na prowadzeniu przedniego koła pomiędzy kamlotami lub na nich. I udało mi się to zjechać:-) w tej kwestii jeszcze wiele muszę się nauczyć, ale te kilka dni pobytu w Górach Sowich okazało się niezłym obozem kondycyjnym i myślę, że jeżdżę coraz odważniej:-) Dotarliśmy ostatecznie do kamionek i stamtąd wzdłuż ściany lasu docieramy do Hotelu Dębowego.
Super było dzisiaj. Żal było wracać. Ile jeszcze tras nieprzejechanych w tych górach i pozostałych...w głowie się nie mieści...do końca życia pewnie nie zjeździmy wszystkiego. Naładowałam akumulatory górksimi widokami i teraz musi mi to wystarczyć...

Powerade Suzuki MTB Marathon GŁUSZYCA

Niedziela, 31 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Mój kolejny górski maraton. Pogoda w nocy była tragiczna- wiało i padało. Jechaliśmy z Bielawy do Głuszycy w deszczu, ale na szczęście potem nie padało. Zabrakło mi czasu na porządną rozgrzewkę poprzez czekanie w kolejce do WC...masakra jakaś! Początek jechało mi się ciężko- tak jak zwykle u mnie po kilometrze podjazdu objawy stanu przedzawałowego, ale potem już coraz lepiej. Miałam wrażenie, że ten podjazd się nigdy nie skończy- chyba tak było non stop do ok.12km. Potem zaczęła się "zabawa" w błocie i ściganko z dwoma dziewczynami. Na zjazdach rozwijałam dziś jak na mnie nieziemskie prędkości wyprzedzając co niektórych panów...ale miałam wtedy ubaw. Bolały mnie ręce od tych wstrząsów podczas zjeżdżania. Zdecydowanie lepiej jechało mi się drugą połowę trasy. Weszłam już na swoje wtedy na równe obroty.Zaryzykowałam też kilka zjazdów pomimo strachu- ani razu się nie wywaliłam:-)Trasa jak dla mnie zdecydowanie lepsza względem Karpacza, bo tam to więcej spacerowałam z rowerem niż jechałam. Na metę zjechałam na stadion...pani z obsługi maratonu w porę jednak pokierowała na właściwe miejsce. Meta na podjeździe...to było dobijające. Ale ogólnie mam pozytywne wrażenia z tego startu. Fajnie mi się jechało. Błota było co niemiara, ale podoba mi się taka taplanina w błocie pod warunkiem, że nie marznę i nie leje.
K3/5

Na Kalenicę

Piątek, 29 lipca 2011 · Komentarze(0)
Dzisiaj z Markiem "bezstresowo":-) Ruszamy żółtym szlakiem przez las podjazdem do Trzech Buków- stamtąd wędrowiec wskazuje nam drogę na Bielawską Polankę. Podjeżdżamy kawałek czarnym szlakiem i odbijamy w lewo na zielony szlak rowerowy- tam w większości płasko, ale trochę błota. Na Polance trurysta odradza nam wjazd na Kalenicę czerwoym szlakiem, ale go nie słuchamy...tak więc ja więcej z tego podjazdu prowadzę a marecki daje popis technicznych umiejętności podjeżdżania po głazach i korzeniach. Na Kalenicy (964m.n.p.m.) raczymy się chwilę widokami z wieży widokowej i zjeżdżamy po kamolach na Zimną Polankę. Stamtąd czerowym szlakiem kierujemy się na Zygmuntówkę, ale odbijamy jednak na Przełęcz Jugowską. Wracamy na rozjazd za Jugowską i stwierdzamy, że jeszcze nam mało...więc kolejny raz zielonym szlakiem wbijamy się na Bielawaską Polankę i stamtąd tym razem odbijamy czerowym szlakiem w lewo na Przełęcz Woliborską. Tam jeszcze kilka zjazdów technicznych i docieramy na Przełęcz- częsciowo asfaltem w dół i odice niebieskim szlak w teren w kierunku na Leśny Dworek. Super wycieczka! Raz się wywaliłam i to na samym początku jeszcze na żółtym szlaku. Fajne widoczki!

Kawka - Trzy Buki- Leśny Dworek

Czwartek, 28 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Nareszcie w górach:-) wybłagaliśmy jeszcze kilka dni urpopu i jesteśmy u brata. W niedzielę maraton w Głuszycy, więc będziemy mieli blisko. Marek szalał dziś na szosie a ja krótko pod wieczór w terenie. Trasa standardowa- Hotel Dębowy, Kawka, Trzy Buki, Leśny Dworek i do domu. Na początek wystarczy. Podjazd na Kawkę wyszedł mi o wiele lepiej niż do tej pory:-)

Na Babimost

Poniedziałek, 25 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Marek zebrał się na czasówkę a ja po doprowadzeniu rowera do stanu używalności- czyli dokładniejszym wyczyszczeniu go z błota po maratonie w Jeleniej Górze, za radą Marka ruszam dzisiaj "na tlen". Kierunek na Chobienice, gdzie wydaje mi się, że jedzie się super, noga mocna...bo z wiatrem:-) Od Grójca zaczyna się już walka z wiatrem, gdzie momentami sprwadzam, czy nie mam pany...Jadę dzisiaj dużo na blacie, na podjazdach też staram się sztywno i skutkiem tego "wchodzi" mi w nogi. Za Chlastawą łączę się z Mareckim i odbijamy jeszcze naokoło jeziora. A za Perzynami zaczyna nam uciekać jeden koleś...buja się na rowerze na prawo i lewo i co chwilę się ogląda, sprawdzając czy go doganiamy...no więc już czułam, że Marek ma plan...początkowo spokojnie, w równym tempie doganiamy go na krzyżówce a on dalej robi "ucieczkę"...Marek długo siedzi mu na kole aż w końcu się odwraca, kiwa mi głową i gościa "wchłaniamy":-) W sumie fajny trening dzisiaj.

Rekreacyjnie z Markiem

Niedziela, 24 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
W ramachej rozjechania, żółwim tempem naokoło jeziora od strony Nądni. Marek w stroju zupełnie cywilnym (!) na starej meridzie, ja jedynie bez kasku...jakoś tak dziwnie jechać na luzie, pomału...w dwóch miejscach nie wytrzymałam i krótkie zrywy zrobiłam.

Mistrzostwa Polski JELENIA GÓRA Bikemaraton

Sobota, 23 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Rok temu mocno przeżywałam niemożność wystartowania w tych zawodach z powodu kontuzji nadgarstka. Dziś nadeszła ta szansa. I choć nastrój miałam taki sobie- ani zbytnio stresu przestartowego ani zbytno motywacji, to jednak wyścig będę na pewno wspominać...ze względu na BŁOTOOOOOO!!! Przez ostatnie dni mocno lało, więc wszyscy się tego spodziewali. I całe szczęście, że dzisiaj rano przestało padać, bo w takich fatalnych warunkach atmosferycznych chyba bym sobie odpuściła.
Jechało mi się nienajgorzej. Coprawda nie wiedziałam kompletnie, które babki są z mojej kategorii, ale na trasie kogoś sobie zawsze znalałam, za kim starałam się "ciągnąć"...a błota było co niemiara- ja jeszcze w takich warunkach nie jechałam- i początkowo mi się to chlapiące błoto wydawało fajną zabawą, ale potem jednak chciałam, żeby się skończyło...Najtrudniejszych błotnistych zjazdów nie odważyłam się niestety zjechać i na tym straciłam. Miałam jednak dzisiaj kilka momentów safysfakcji, kiedy rywalki "siadały" na podjazdach a ja tam mogłam "zaatakować"- raczej to dla mnie sytuacja rzadko spotykana...to mnie wyprzedzają a ja ledwo się kulam. Nasze opony spisały się na tym błocie rewelacyjnie- czułam się bardziej pewnie niż w piachach. Trasa dystansu haro mogła jednak zawierać mniej asfaltu...było go zdecydowanie za dużo!
Nie mam danych tętna, bo skasował mi się pulsomer podczas mycia roweru...Przypuszczam jednak, że średnie tętno mogło wynosić. ok.188. Kalorie znam, bo we wtorek wyzerował mi się licznik totalkcal...
Ogólnie- wyścig udany, choć miałam nadzieję, że uda mi się uplasować na nieco wyższej pozycji... K3/11 Przypomnieliśmy sobie, jaka atmosfera panuje na imprezach z cyklu Bikemaraton- w tym roku w tym cyklu ścigamy się tylko dwa razy.