Mistrzostwa Polski JELENIA GÓRA Bikemaraton
Sobota, 23 lipca 2011
· Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Rok temu mocno przeżywałam niemożność wystartowania w tych zawodach z powodu kontuzji nadgarstka. Dziś nadeszła ta szansa. I choć nastrój miałam taki sobie- ani zbytnio stresu przestartowego ani zbytno motywacji, to jednak wyścig będę na pewno wspominać...ze względu na BŁOTOOOOOO!!! Przez ostatnie dni mocno lało, więc wszyscy się tego spodziewali. I całe szczęście, że dzisiaj rano przestało padać, bo w takich fatalnych warunkach atmosferycznych chyba bym sobie odpuściła.
Jechało mi się nienajgorzej. Coprawda nie wiedziałam kompletnie, które babki są z mojej kategorii, ale na trasie kogoś sobie zawsze znalałam, za kim starałam się "ciągnąć"...a błota było co niemiara- ja jeszcze w takich warunkach nie jechałam- i początkowo mi się to chlapiące błoto wydawało fajną zabawą, ale potem jednak chciałam, żeby się skończyło...Najtrudniejszych błotnistych zjazdów nie odważyłam się niestety zjechać i na tym straciłam. Miałam jednak dzisiaj kilka momentów safysfakcji, kiedy rywalki "siadały" na podjazdach a ja tam mogłam "zaatakować"- raczej to dla mnie sytuacja rzadko spotykana...to mnie wyprzedzają a ja ledwo się kulam. Nasze opony spisały się na tym błocie rewelacyjnie- czułam się bardziej pewnie niż w piachach. Trasa dystansu haro mogła jednak zawierać mniej asfaltu...było go zdecydowanie za dużo!
Nie mam danych tętna, bo skasował mi się pulsomer podczas mycia roweru...Przypuszczam jednak, że średnie tętno mogło wynosić. ok.188. Kalorie znam, bo we wtorek wyzerował mi się licznik totalkcal...
Ogólnie- wyścig udany, choć miałam nadzieję, że uda mi się uplasować na nieco wyższej pozycji... K3/11 Przypomnieliśmy sobie, jaka atmosfera panuje na imprezach z cyklu Bikemaraton- w tym roku w tym cyklu ścigamy się tylko dwa razy.
Jechało mi się nienajgorzej. Coprawda nie wiedziałam kompletnie, które babki są z mojej kategorii, ale na trasie kogoś sobie zawsze znalałam, za kim starałam się "ciągnąć"...a błota było co niemiara- ja jeszcze w takich warunkach nie jechałam- i początkowo mi się to chlapiące błoto wydawało fajną zabawą, ale potem jednak chciałam, żeby się skończyło...Najtrudniejszych błotnistych zjazdów nie odważyłam się niestety zjechać i na tym straciłam. Miałam jednak dzisiaj kilka momentów safysfakcji, kiedy rywalki "siadały" na podjazdach a ja tam mogłam "zaatakować"- raczej to dla mnie sytuacja rzadko spotykana...to mnie wyprzedzają a ja ledwo się kulam. Nasze opony spisały się na tym błocie rewelacyjnie- czułam się bardziej pewnie niż w piachach. Trasa dystansu haro mogła jednak zawierać mniej asfaltu...było go zdecydowanie za dużo!
Nie mam danych tętna, bo skasował mi się pulsomer podczas mycia roweru...Przypuszczam jednak, że średnie tętno mogło wynosić. ok.188. Kalorie znam, bo we wtorek wyzerował mi się licznik totalkcal...
Ogólnie- wyścig udany, choć miałam nadzieję, że uda mi się uplasować na nieco wyższej pozycji... K3/11 Przypomnieliśmy sobie, jaka atmosfera panuje na imprezach z cyklu Bikemaraton- w tym roku w tym cyklu ścigamy się tylko dwa razy.



