Wpisy archiwalne w kategorii

Zawody MTB

Dystans całkowity:1120.68 km (w terenie 950.88 km; 84.85%)
Czas w ruchu:70:48
Średnia prędkość:15.88 km/h
Maksymalna prędkość:60.00 km/h
Maks. tętno maksymalne:221 (116 %)
Maks. tętno średnie:191 (99 %)
Suma kalorii:44773 kcal
Liczba aktywności:67
Średnio na aktywność:16.98 km i 1h 03m
Więcej statystyk

Łagów MTB

Niedziela, 17 lipca 2011 · Komentarze(1)
Kategoria Zawody MTB
Kolejny wyścig wchodzący w skład Lubuskiego Grand Prix. Tym razem trochę zmian- nieco wydłużony dystans dla panów i taki sam jak zwykle dla kobiet. Początek zmodyfikowany...i to niestety na "gorsze"...do tej pory asfaltowy podjazd na Jemiołów- dziś okazałby się wybawieniem...startowaliśmy w inną stronę do Jemiołowa- po podjeździe asfaltowym był tragiczny brukowy...W ogóle masa bruku na całej trasce, szczególnie brukowanych podjazdów. Tereny w Łagowie przepiękne, choć dziś nie miałam ani chwili, żeby je podziwiać...Kasia i Agnieszka zmusiły mnie bowiem do jazdy na 200%.Co to było za ściganie! Trzymałyśmy się dość długo blisko siebie. Potem goniąc Kasię zgubiłam Agnieszkę i na ok 4km przed metą pomyliłam trasę...Kasia prawidłowo pojechała prosto a ja z innymi skręciłam tak jak pokazywała strzałka w prawo (strzałkę zamienił ktoś, kto chciał sobie zrobić niezłą zabawę; trasę pomyliła cała masa zawodników). Na szczęście stosunkowo szybko zawróciłam. Aga też już nadjeżdżała..tak więc dalej samotna ucieczka, na polach pod wiatr była masakra. Za kawałek wyprzedzają mnie koledzy z teamu- Irek, Marian, Filip i Marecki- krzyczą "dawaj Gosia". Staram się jeszcze jak mogę no i docieram na metę, gdzie krótka pogawędka z Kasią, Anią i dojeżdzającą Agnieszką. Niesamowity wyścig! Mimo zmuszenia organizmu do takiego wysiłku (pobiłam dziś rekord średniego tętna w wyścigu...to już chyba nie ma nic wspólnego ze zdrowiem...) jechało mi się dzisiaj nieźle- nie dokuczały bóle brzucha, skurcze ani inne moje przypadłości. Udany wyścig:-)A upał był niemiłosierny- momentami miałam gęsią skórkę i zimne dreszcze. Po wyścigu kąpiel w jeziorku o "turkusowej" wodzie i teamowe pogawędki:-) Bardzo aktywny ostatni dzień urlopu...a jutro już niestety do pracy:-(

GP Zielona Góra- wyścig trzeci- OCHLA

Niedziela, 10 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Dotarłam dziś na wyścig w towarzystwie Mariana i Filipa. Rano trochę kropiło, ale potem zrobił się niemiłosierny upał. Trasa na Ochli "zabiła" mnie rok temu...ale zapomniałam, że ona jest aż tak trudna...I "zabijała" mnie też dzisiaj. Już na rozgrzewce czułam, że nie będzie najlepiej po zaledwie 2h snu w nocy...tętno wysokie, noga słaba. Ogólnie mało babek dzisiaj na starcie, ale i tak pudło już z góry obsadzone. Dziś Kasia nadawała ostre tempo i gdyby nie spadł Jej łańcuch i nie pomyliłaby w jednym miejscu drogi to chyba ja byłabym wtedy piąta:-) Całe szczęście, że miałyśmy tylko 2 pętle- trasa masakra...interwałowa, piachy, korzenie, liczne podjazdy, dużo podprowadzania...i jeszcze ten upał. Niezły trening wyszedł z dzisiejszego startu, więc nie żałuję, że pojechałam...
K open 4

MTB Kaczmarek Electric LUBRZA- Wyścig o Puchar Pętli Boryszyńskiej

Niedziela, 3 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Rano miałam nadzieję, że Marek powie, że nie jedziemy...lało niemiłosiernie. Dla mnie wizja jazdy w deszczu, wietrze i zimnie to już żadna przyjemność. No ale oczywiście konsekwentnie...co zaplanowane to nieodwołalne. Więc pojechaliśmy...całe szczęście w Lubrzy nie padało no i robiło się coraz cieplej - mimo, że ciemne chmury raczej się nie rozchodziły. Wystartowaliśmy. Pozycje wśród kobiet na dystansie mega od początku ukształtowane...ja mogłam tylko bronić swojej pozycji. Pierwszą pętlę przejechałam jeszcze momentami w towarzystwie Kasi:-)A potem to już samotna walka...właściwie ucieczka przed babkami, które za mną...Ale się zmęczyłam...masakrycznie. Już na pierwszej pęli nie wyobrażałam sobie jak dam radę przejechać jeszcze jedną. Na drugiej pętli miałam kryzysy psychiczne i nawet myśli... że co by było, gdybym padła z wyczerpania...Na całe szczęście nie łapały mnie dzisiaj skurcze. Zdziwiłam się na rozjeździe do mety...pytam strażaków ile jeszcze km- odp. że 1km...i mi się nic nie zgadza, bo miało być 60km...przez moment zwątpiłam, czy aby nie trzeba było jechać trzeciej pętli... Trafiam jednak na pole z "hopkami", gdzie widzę Mareckiego...chciał mi chyba pokibicować i zaczął za mną biec, co doprowadziło mnie do stanu maksymalnego wkurzenia...powyzywałam, podprowadziłam to, czego już nie byłam w stanie podjechać i dotarłam do mety niesamowicie wyrąbana, ale usatysfakcjonowana:-)
Trasa była świetna- trochę podjazdów, zjazdów, prostych, dwie przeprawy przez rzeczkę (w moim wykonaniu po mostku- nie ryzykowałam moczenia butów)- podobała mi się.
Kolejny wyścig z cyklu Grand Prix Kaczmarek Electric zaliczony. Wszystko przebiegło pomyślnie i to się liczy. Jak super, że jutro nie muszę iść do pracy:-)nareszcie urlop:-)

GP Zielona Góra- wyścig drugi

Niedziela, 26 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Dzisiaj kolejny wyścig z cyklu Grand Prix Zielonej Góry i zarazem wchodzący w skład Grand Prix Lubuskiego. Start i meta za basenem w Zielonej Górze. Mijesce dla mnie pamiętne...rok temu przegrałam tam o pół koła z moją główną konkurentką na finiszu. Trasa ta sama, poprowadzona jedynie od drugiej strony i wydłużona o jedną pętlę. Nieskomplikowana, płaska i szybka; trochę piachów i kilka singli. Poczułam dziś duży stres przedstartowy, który zaowocował dość dobrym jak na mnie startem, bez przytkania. Dwie panie z czołówki mnie wyprzedziły, ale one pozostawały poza zasięgiem, więc tym się nie zmartwiłam, chciałam jedynie uciekać przed resztą...na połowie pierwszej pętli dogania mnie jedna ze startujących pań, ale nie jest w stanie mi uciec...i tak jechałyśmy większość wyścigu, koło w koło, nie miałam tyle sił, żeby jej uciec, dlatego w głowie pojawiła się myśl, że sensowniej będzie zachować siły do walki na finiszu.Trzykrotnie na punkt pomiaru wpadałyśmy z jednakowym czasem, ja tuż za nią. Na ostatniej, czwartek pętli próbuje przyspieszać, ale wytrzymuję i trzymam się blisko...i decydujący moment ma miejsce w lasku, gdzie koleżanka zakopuje się w piasku a ja mijam ją bokiem. Dalej pozostaje jeszcze mały singielek, strumyk, podjazd pod korzenie i potem już proste w lesie. Gnam za wyśrubowanym tętnie i co jakiś czas się odwracam...zniknęła...finiszuję na szczęście na spokojnie, co daje mi 3 miejsce:-)Zastanawia mnie, czy odpuściła walkę, czy to mi udało się w tym korzystnym momencie uciec.
Świetnie mi się dzisiaj jechało, czułam się pewnie, czułam, że noga dobrze idzie i że tętno też ok. Dawno już nie wykręciłam takiego średniego i maksymalnego tętna...to pewnie zasługa wspólnej walki- koło w koło. Samotnie nie jestem w stanie się tak "wyśrubować"...

A po wyścigu ustawiam się na trasie i kibicuję naszym zawodnikom:-) ależ oni "szli", Maras z Irkiem gnali jak szaleni; udało mi się podać Markowi bidon- mistrzostwo normalnie.
I wrażenia z wyścigu byłyby super, gdyby nie te niemiłe zmiany w klasyfikacjach i dekoracjach- jedna kategoria dekorowana do 3 miejsca, inna do 4 a jeszcze inna do 6...nie szło tego pojąć.

MTB Kaczmarek Electric KARGOWA

Niedziela, 19 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
No i nadszedł dzień wyścigu w Kargowej…czuję do niego pewien sentyment, bo jak mnie pamięć nie myli to były moje pierwsze w życiu zawody w 2009r.. Rok temu też jechało mi się jak na tamten czas dobrze. Teraz podjęłam walkę na dystansie mega, co już mogę potraktować jako swój sukces i postęp względem wcześniejszych startów w Kargowej.
Od rana pogoda była super- nie za ciepło i piękne słońce. Podjechaliśmy do Zbąszynka i stamtąd z Marianem, Filipem i Łukaszem na wyścig. Byłam dzisiaj dość mocno zestresowana startem.
Fajnie, bo mieliśmy dzisiaj fotografa, który popstrykał nam fotki teamowe. Miki też dotarł i tez focił. Miałam możliwość startu z pierwszego sektora, choć szczerze mówiąc trochę bałam się tego szaleńczego startu elity. Obyło się jednak bez niemiłych niespodzianek. Zaczęłam dość ostro, co po kilku km zaowocowało „powtórką z Dolska”…czyli bólem podbrzusza. Byłam zmuszona jednak trochę zwolnić. Wtedy też doganiają mnie znajome i tracę nadzieję na utrzymanie ich tempa… (na mecie okazało się, że wybrały jednak dystans mini). Cały czas jadę z przeświadczeniem, że mi uciekły i że teraz to ja muszę nie dać się dogonić tym, co za mną. Udaje mi się pokonać wszystkie trudniejsze zjazdy. Pod koniec pierwszej pętli cudem unikam kraksy…jedziemy w trójkę, jeden za drugim nad jeziorem- pierwszy się nagle przewraca, Olga prawie wpada na niego a mi cudem wypina się lewa noga…w przeciwnym razie leżelibyśmy jeden na drugim.
Na końcówce pierwszej pętli trzymam się dwóch panów w nadziei, że schowam się za nimi na drugiej pętli na odcinku pod wiatr…w międzyczasie dociera Kasia i gna do mety…a panowie niestety również. I tak właściwie całą drugą pętlę walczyłam samotnie- nikogo przed i nikogo za mną nie widziałam. I już mi się pojawiały myśli, czy ja aby przypadkiem nie będę ostatnia na mega…
Udało się przejechać też tę drugą pętlę, nawet pewniej zjechać zjazdy, choć na podprowadzaniu w dwóch miejscach byłam już nieźle wykończona. Skurcze zaczynały się odzywać, ale magnez chyba jednak pomógł. Na Linach słów otuchy dodał jeszcze Janek i dokulałam się samotnie na metę, gdzie czekał Marecki i zakomunikował mi, że jestem piąta na mega…Jak się potem okazało na wynikach końcowych jednak 6. Tak czy inaczej byłam mocno usatysfakcjonowana, bo się takiego miejsca dzisiaj nie spodziewałam, no i pokonałam tę traskę w czasie krótszym niż przypuszczałam
I to jest super! A Marecki też był dzisiaj 6 w swojej kategorii, więc zajęliśmy takie same miejsca:-)