GP Zielona Góra- wyścig drugi
Niedziela, 26 czerwca 2011
· Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Dzisiaj kolejny wyścig z cyklu Grand Prix Zielonej Góry i zarazem wchodzący w skład Grand Prix Lubuskiego. Start i meta za basenem w Zielonej Górze. Mijesce dla mnie pamiętne...rok temu przegrałam tam o pół koła z moją główną konkurentką na finiszu. Trasa ta sama, poprowadzona jedynie od drugiej strony i wydłużona o jedną pętlę. Nieskomplikowana, płaska i szybka; trochę piachów i kilka singli. Poczułam dziś duży stres przedstartowy, który zaowocował dość dobrym jak na mnie startem, bez przytkania. Dwie panie z czołówki mnie wyprzedziły, ale one pozostawały poza zasięgiem, więc tym się nie zmartwiłam, chciałam jedynie uciekać przed resztą...na połowie pierwszej pętli dogania mnie jedna ze startujących pań, ale nie jest w stanie mi uciec...i tak jechałyśmy większość wyścigu, koło w koło, nie miałam tyle sił, żeby jej uciec, dlatego w głowie pojawiła się myśl, że sensowniej będzie zachować siły do walki na finiszu.Trzykrotnie na punkt pomiaru wpadałyśmy z jednakowym czasem, ja tuż za nią. Na ostatniej, czwartek pętli próbuje przyspieszać, ale wytrzymuję i trzymam się blisko...i decydujący moment ma miejsce w lasku, gdzie koleżanka zakopuje się w piasku a ja mijam ją bokiem. Dalej pozostaje jeszcze mały singielek, strumyk, podjazd pod korzenie i potem już proste w lesie. Gnam za wyśrubowanym tętnie i co jakiś czas się odwracam...zniknęła...finiszuję na szczęście na spokojnie, co daje mi 3 miejsce:-)Zastanawia mnie, czy odpuściła walkę, czy to mi udało się w tym korzystnym momencie uciec.
Świetnie mi się dzisiaj jechało, czułam się pewnie, czułam, że noga dobrze idzie i że tętno też ok. Dawno już nie wykręciłam takiego średniego i maksymalnego tętna...to pewnie zasługa wspólnej walki- koło w koło. Samotnie nie jestem w stanie się tak "wyśrubować"...
A po wyścigu ustawiam się na trasie i kibicuję naszym zawodnikom:-) ależ oni "szli", Maras z Irkiem gnali jak szaleni; udało mi się podać Markowi bidon- mistrzostwo normalnie.
I wrażenia z wyścigu byłyby super, gdyby nie te niemiłe zmiany w klasyfikacjach i dekoracjach- jedna kategoria dekorowana do 3 miejsca, inna do 4 a jeszcze inna do 6...nie szło tego pojąć.
Świetnie mi się dzisiaj jechało, czułam się pewnie, czułam, że noga dobrze idzie i że tętno też ok. Dawno już nie wykręciłam takiego średniego i maksymalnego tętna...to pewnie zasługa wspólnej walki- koło w koło. Samotnie nie jestem w stanie się tak "wyśrubować"...
A po wyścigu ustawiam się na trasie i kibicuję naszym zawodnikom:-) ależ oni "szli", Maras z Irkiem gnali jak szaleni; udało mi się podać Markowi bidon- mistrzostwo normalnie.
I wrażenia z wyścigu byłyby super, gdyby nie te niemiłe zmiany w klasyfikacjach i dekoracjach- jedna kategoria dekorowana do 3 miejsca, inna do 4 a jeszcze inna do 6...nie szło tego pojąć.



