Wpisy archiwalne w kategorii

Zawody MTB

Dystans całkowity:1120.68 km (w terenie 950.88 km; 84.85%)
Czas w ruchu:70:48
Średnia prędkość:15.88 km/h
Maksymalna prędkość:60.00 km/h
Maks. tętno maksymalne:221 (116 %)
Maks. tętno średnie:191 (99 %)
Suma kalorii:44773 kcal
Liczba aktywności:67
Średnio na aktywność:16.98 km i 1h 03m
Więcej statystyk

II Lubuskie GP i V GP Zielonogórskie- FINAŁ - DRZONKÓW

Niedziela, 28 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Dzień wielkiej radości i druzgocącej porażki... tak w skrócie można by było opisać ogrom emocji, jakie mi dzisiaj towarzyszyły. Ostatni wyścig cyklu lubuskiego i zielonogórksiego Grand Prix...dla mnie to właściwie start na luzie, nawet mogłabym go sobie odpuścić...przewaga punktowa, jaką sobie wyprcowałam przez cały sezon pozwalała mi na to. Ale gdzież bym przecież miała odpuścić? Przecież chciałam postawić "kropkę nad i" i w ostatnim wyścigu udowodnić, że w tym sezonie jestem lepsza... No i miałam dziś lekcję pokory... Kręcimy 3 pętle, trasa ta sama poprowadzona jednak w przeciwnym kierunku. Po starcie masa ludzi się wysypuje w lesie i robi się mały zator. Udaje mi się tam nie wywalić, jednak długo nie trwa i moja główna konkurentka mnie wyprzedza...wiedziałam, że będzie dziś robić wszystko, by ze mną wygrać choć raz w tym sezonie... Jadę więc za nią starając się zachować spokój (mamy przecież 3 pętle..)...tempo nadaje dość ostre- sama bym takiego na pewno nie narzuciła. Próbuję trzymać się stosunkowo blisko, ale generalnie mam co robić...Mijamy metę po 1 pętli- widzę i słyszę moich rodziców, którzy przyjechali nam dziś kibicować...mam dodatkowego powera dziś do dania z siebie maksa. Druga pętla, może delikatnie koleżanka stopuje, ale nie słabnie, nie wyprzedzam, bo boję się utraty sił...Myślę, że może na ostatniej pętli...Sytuacja się jednak nie zmienia...Widzę więc już finisz...tyle, że kiepsko się trasa układała, bo zbyt szybki atak groził utratą sił a zbyt późny też był ryzykowny...Wpadamy z lasu na teren ośrodka, próbuję po wjeździe na krawężnik- oczywiście zajeżdża mi drogę, zjazd ze skarpy i asfalt, ostry zakręt w lewo i znów przezorne zajechanie mi drogi...Ostatnia prosta, staję na pedały, cisnę, słabnę, dochodzę ją, krzyczę z wysiłku... i przegrywam o grubość opony...Mamy równy czas, równą liczbę punktów...I ja mam totalną załamkę... Jeszcze dziś nie mogę dojść do siebie, przyzwyczaiłam się, że cały sezon wygrywałam z moją główną rywalką, więc bolało...na dodatek "przerąbałam" brąz...Pogratulowałam i poszłam się wypłakać...
To byłby fajny wynik, gdybym zdobyła 3 miejsce, bo chłopaki- Marian, Irek i Marecki zdobyli dzisiaj brąz...zabrakło mojego:-( Muszę przeboleć, wyciągnąć wnioski i zrobić coś, żeby się nie załamać i podnieść do dalszej walki.

A potem był już czas chwały i ogromnej radości- czyli podsumowanie całego sezonu w Lubuskim i Zielonogórskim Grand Prix. Obroniłam II miejsce w GP Lubuskim, w Zielonogórskim zdobyłam III miejsce- Marecki tak samo, więc mieliśmy powody do radości. Irek i Marian też wymietli, więc barwy naszego teamu dominowały na scenie:-) A potem zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową z trofeami i było dużo śmiechu i radości. Niezapomniany dzień- pełen emocji!!!

Ochla - V Zielonogórskie GP MTB Amatorów

Niedziela, 14 sierpnia 2011 · Komentarze(2)
Kategoria Zawody MTB
I znów totalny brak chęci na wyścig od rana, no ale nie poddajemy się z Markiem i jedziemy. Na miejscu jesteśmy jako jedni z pierwszych, procedura standardowa- rejestracja, szykowanie sprzętu, przebieranie i rozgrzewka. Postanawiam dziś nie robić całej pętli na rozgrzewce- przejeżdżam więc początek trasy i końcówkę. Na starcie okazuje się, że startują tylko trzy babki- Ania, Aga i ja. Liderka Paulina odpuściła sobie dzisiejsze ściganie. Krótka pogawędka z Agnieszką na linii startu, śmiejemy się, że może zrobimy sobie w trójkę rundę honorową wokół kąpieliska i odpuścimy rywalizację, ale to oczywiście tylko żarty:-)O 11 startujemy no i jak zazwyczaj na początku na pierwszej prostej Aga mnie wyprzedza. Więc gonię ją, staram się w tym nie przeginać, bo mamy 2 pętle do przejechania. Na podjeździe szutrowym ona jakby troszkę "odchodzi", ale doganiam na podjeździe pomiędzy drzewami. Dalej znów utrzymuje mniej więcej taką samą ok. 10 metrową przewagę...aż do długiego, stromego podjazdu, który udało mi się do 3/4 pokonać na rowerze, Aga tam prowadzi. Za tym podjazdem małe wypłaszczenie i zjazd. I tam diabeł we mnie wstępuje, bo w ogóle nie hamuję...gnam. Za jakiś czas oglądam się i Agi nie widzę. Uciekam więc, cisnę. Przejeżdżam linię stratu i mety i druga pętla, chyba już jednak nieco "spokojniejsza" bo Agnieszka "zaginęła". Krótka rozmowa z p.Zdzisławem :-) no i do mety po sreberko:-)))Udało się:-) choć jestem już naprawdę zmęczona tymi cotygodniowymi startami...to był 16-ty wyścig w tym sezonie.

Rozgrzewka Czerwieńsk

Niedziela, 7 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Zaryzykowałam dzisiaj dłuższą rozgrzewkę i pojechałam pełne okrążenie

MTB Wilcza Czerwieńsk

Niedziela, 7 sierpnia 2011 · Komentarze(3)
Kategoria Zawody MTB
Kolejny wyścig z serii GP MTB Amatorów Województwa Lubuskiego. W Czerwieńsku po raz pierwszy i muszę przyznać, że miejsce i organizacja pozytywnie nas zaskoczyły. W Hali Sportowej Lubuszanka można było skorzystać z pryszniców, dobry żurek na posiłek, żadnych "zamotań" podczas dekoracji, tak więc wrażenia pozytywne.
A wyścig...cóż...Rozgrzewkowo przejechałam jedną pętlę i wiedziałam, że szału nie będzie, bo masa piachu. Mało pań tym razem. Nieobecność Kasi i Agi sprawiła, że stojąc na linii startu stwierdziłam, że chyba mi się nie chce jechać..:-) Jak się potem okazało miałam co robić. Już na pierwszym piaszczystym zjeździe (którego ja spierniczyłam) wyprzedza mnie jakaś nowa zawodniczka i szybko znika...początkowo miałam pomysł, żeby ją gonić ale sił nie miałam. Zjawia się kolejna rywalka i wyprzedza mnie, stopniowo powiększa przewagę, ale staram się mieć ją w zasięgu wzroku. Przewraca się na piaszczystym podjeździe, więc ją doganiam...nie na długo, bo znowu mi odchodzi. Gonimy ją razem z panem Zdzisławem. Na koniec pierwszej pętli jestem już tuż za nią. Druga pętla i sytuacja znów wygląda podobnie. Szans na wyprzedzenie nie było zupełnie, jedyna opcja w mojej głowie to dojechanie jak najbliżej i szansa na finiszu...Koleżanka podkręca tempo, ja już resztką sił, sapiąc zostawiam p. Zdzisława i gnam za nią... i plan swój zrealizowałam:-) Ostatni kilometr staram się być tuż za nią i planuję atak na połowie ostatniej prostej w lesie wiedząc, że jak się spóźnię to nic z tego, bo przed metą będzie ostro w lewo i z krawężnika już tylko 5m do mety. I tak też zrobiłam- wychodzę na lewą stronę i cisnę, koleżanka również, ale nie daje rady na finiszu. Mam satysfakcję, choć zmęczył mnie potwornie ten wyścig. Tuż po nas wpada na metę kolejna rywalka, która deptała mi "po piętach" na drugim okrążeniu, ale jak stwierdza...co mnie doszła to jej na zjazdach odjechałam:-) Wyścig dla mnie ciężki- ciągła koncentracja, ciągła walka, ani chwili na odpoczynek i napicie się, jeden błąd, jeden zły ruch kierownicą i sytuacja mogła na finiszu ulec zmianie.
Ostatecznie K/5

Powerade Suzuki MTB Marathon GŁUSZYCA

Niedziela, 31 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Mój kolejny górski maraton. Pogoda w nocy była tragiczna- wiało i padało. Jechaliśmy z Bielawy do Głuszycy w deszczu, ale na szczęście potem nie padało. Zabrakło mi czasu na porządną rozgrzewkę poprzez czekanie w kolejce do WC...masakra jakaś! Początek jechało mi się ciężko- tak jak zwykle u mnie po kilometrze podjazdu objawy stanu przedzawałowego, ale potem już coraz lepiej. Miałam wrażenie, że ten podjazd się nigdy nie skończy- chyba tak było non stop do ok.12km. Potem zaczęła się "zabawa" w błocie i ściganko z dwoma dziewczynami. Na zjazdach rozwijałam dziś jak na mnie nieziemskie prędkości wyprzedzając co niektórych panów...ale miałam wtedy ubaw. Bolały mnie ręce od tych wstrząsów podczas zjeżdżania. Zdecydowanie lepiej jechało mi się drugą połowę trasy. Weszłam już na swoje wtedy na równe obroty.Zaryzykowałam też kilka zjazdów pomimo strachu- ani razu się nie wywaliłam:-)Trasa jak dla mnie zdecydowanie lepsza względem Karpacza, bo tam to więcej spacerowałam z rowerem niż jechałam. Na metę zjechałam na stadion...pani z obsługi maratonu w porę jednak pokierowała na właściwe miejsce. Meta na podjeździe...to było dobijające. Ale ogólnie mam pozytywne wrażenia z tego startu. Fajnie mi się jechało. Błota było co niemiara, ale podoba mi się taka taplanina w błocie pod warunkiem, że nie marznę i nie leje.
K3/5

Mistrzostwa Polski JELENIA GÓRA Bikemaraton

Sobota, 23 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Rok temu mocno przeżywałam niemożność wystartowania w tych zawodach z powodu kontuzji nadgarstka. Dziś nadeszła ta szansa. I choć nastrój miałam taki sobie- ani zbytnio stresu przestartowego ani zbytno motywacji, to jednak wyścig będę na pewno wspominać...ze względu na BŁOTOOOOOO!!! Przez ostatnie dni mocno lało, więc wszyscy się tego spodziewali. I całe szczęście, że dzisiaj rano przestało padać, bo w takich fatalnych warunkach atmosferycznych chyba bym sobie odpuściła.
Jechało mi się nienajgorzej. Coprawda nie wiedziałam kompletnie, które babki są z mojej kategorii, ale na trasie kogoś sobie zawsze znalałam, za kim starałam się "ciągnąć"...a błota było co niemiara- ja jeszcze w takich warunkach nie jechałam- i początkowo mi się to chlapiące błoto wydawało fajną zabawą, ale potem jednak chciałam, żeby się skończyło...Najtrudniejszych błotnistych zjazdów nie odważyłam się niestety zjechać i na tym straciłam. Miałam jednak dzisiaj kilka momentów safysfakcji, kiedy rywalki "siadały" na podjazdach a ja tam mogłam "zaatakować"- raczej to dla mnie sytuacja rzadko spotykana...to mnie wyprzedzają a ja ledwo się kulam. Nasze opony spisały się na tym błocie rewelacyjnie- czułam się bardziej pewnie niż w piachach. Trasa dystansu haro mogła jednak zawierać mniej asfaltu...było go zdecydowanie za dużo!
Nie mam danych tętna, bo skasował mi się pulsomer podczas mycia roweru...Przypuszczam jednak, że średnie tętno mogło wynosić. ok.188. Kalorie znam, bo we wtorek wyzerował mi się licznik totalkcal...
Ogólnie- wyścig udany, choć miałam nadzieję, że uda mi się uplasować na nieco wyższej pozycji... K3/11 Przypomnieliśmy sobie, jaka atmosfera panuje na imprezach z cyklu Bikemaraton- w tym roku w tym cyklu ścigamy się tylko dwa razy.