Wybraliśmy się dziś z Markiem na objazd trasy przed niedzielnymi zawodami w Drzonkowie. Było nas chyba 10-ciu. Trasa w lesie, ciekawa, będzie można się zmęczyć. Ja ledwo dziś za nimi nadążyłam. To była moja pierwsza jazda w terenie od miesiąca. Teraz smaruję nadgarstek maścią przeciwbólową..Ale brakowało mi właśnie tego wytrzęsinia i ubrudzenia:-)
Marek z Piotrem puścili się w tym upale tam i spowrotem. Ja nie ryzykowałam z moimi obrażeniami. Dojechałam do Łagowa autem i tam troszke z nimi pojeździłam.
Wyjzad z Markiem, Mikim i Piotrkiem. W lesie na górkach kręciliśmy pętelki...I wszytko byłoby ok, gdybym na siłę nie robiła piątej pętli...na ostatnim podjeździe gleba- nadziałam się klatką piersiową na róg kierownicy...nieciekawie się zanosi, bo odbicie daje się we znaki- problem największy z głębszym oddechem i zmianą pozycji. No i jak tu się teraz na plaży pokazać z takimi obrażeniami...? Obym doszła do siebie do następnych zawodów, bo jak nie to się chyba wścieknę...
Dziś Marek i Piotrek zabrali mnie ze sobą w nowe tereny...lasy za Podmoklami. Fajny teren w lesie, fajne podjazdy i zjazdy. Podobało mi się...choć bolą mnie plecy i kark... odwykłam chyba od dłuższej jazdy
Przyjechaliśmy dziś do brata- jutro zawody Marka, więc mogliśmy sobie przenocować i jechać jutro na spokojnie. Miałam okazję wybrać się na rower sama...bo Marecki oszczędzał się przed jutrzejszymi zawodami w Polanicy Zdrój. Pogoda super, nareszcie piękne słońce. Na polach ostry wiatr, ale w lesie ciepło. Trafiłam żółtym szlakiem do Trzech Buków, stamtąd zjazd do Leśnego Dworku i dalej pod górę niebieskim szlakiem. Wróciłam i jeszcze było mi mało, więc sadem do linii lasu i jeszcze 2km pod górę...a potem zjazd koło Hotelu Dębowego i tu pobiłam swój rekord prędkości w tym miejscu:-) Fajnie było...dużo miałam dziś satysfakcji z jazdy:-) Jakby to Miki powiedział..."noga szła dobrze":-) zwłaszcza w drugiej godzinie jazdy
Dziś po śniadaniu mieliśmy możliwość wybrać się na rowery... Marek coprawda jechał na starym, pożyczonym góralu, ale i tak nie mogłam za Nima zdążyć. Ruszyliśmy na Leśny Dworek i wróciliśmy przez Hotel Dębowy...fajna pętelka- wjazd i zjazd...znów w błotku:-)
Dziś przyjechaliśmy na Komunię mojego bratanka...nie obyło się oczywiście bez zabrania na dach rowerów:-) Gdy tylko dojechaliśmy do Bielawy zaczęło padać...musieliśmy trochę poczekać, ale w końcu wieczorem mogliśmy wyruszyć...Kierunek na Hotel Dębowy i cały czas ostro do góry...masakra...Wdrapaliśmy się na Kawkę i z powrotem, bo było już późno...Masa błota...wyglądaliśmy okropnie:-)
Dzisiaj przejażdżka z Mężem- on rozjechanie po zawodach, ja- wniebowzięta, że mogłam pójść na rower...Już mnie osłabia ten brak czasu i ciągła praca do wieczora...ale jeszczę trochę i przyjdzie więcej luzu, a wtedy będzie czas na rower:-) Dziś Marek znów pokazał mi nieznane dróżki leśne. W sumie większość trasy w lasach, wśród soczystej zieleni:-)
Dziś wybrałam się z Markiem na jazdę w terenie- pierwszą dla mnie w tym roku. W lesie przyjemnie, dużo saren i wrażeń podczas jazdy- m.inn. 2 upadki...w dalszym ciągu "oswajam" SPD-ki...dziś lądowanie było stosunkowo miękkie, na podjazdach, więc tempo było też wolne :-)
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )