Nie miałam czasu w tym tygodniu na treningi- udało się tylko zrobić raz siłownię i dziś trenażer. Byłam spragniona treningu więc poszło ok, szybko zleciała ta godzina pedłaowania w miejscu, 5 przyspieszeń po 30 sek.
W końcu...po 62 dniach bez rowera pierwszy trening na trenażerze- na Marka szosówce. Wszystko byłoby ok, gdyby nie odzwyczajenie od siodełka:-/ i ciągle odczywalny ból w nadgarstku po upadku w Krośnie w lipcu. No i wykręciłam dziś maxa tętno, ale to raczej nie jest powód do zadowolenia- coś stało mi się z pikawą podczas jednego z przyspieszeń- jakaś arytmia czy co- biło bardzo szybko i nierówno. A poza tym OK!
Ostatni wyścig z serii GP Kaczmarek Electric i ostatni wyścig w sezonie. Trasa bardzo ciekawa, interwałowa. Ściganie na maxa- najpierw pogoń, potem ucieczka. Wysiłek duży...chyba pobiłam dziś rekord średniego tętna...:-))) Kończę sezon usafysfakcjonowana:-) Dziś miejsce 9 i 2 miejsce w klasyfikacji GP
Teren w Wolsztynie z Markiem i Mariankiem...Dla mnie dobry trening... dla chłopaków- grzybobranie- zatrzymywali się co chwilę i zbierali "prawdziwki". Zimno...mimo rozgrzania i tak przemarzłam, chłód jest już bardzo dokuczliwy.
Planowane objechanie trasy w Wolsztynie. To była MASAKRA- jazda po imprezie zjazdu absolwentów okazała się "wyczynem"... tak więc, szału nie było...byle dojechać
Piękna pogoda a ja znów mam mało czasu na trening, bo dzisiaj Zjazd Absolwentów LO...:-) Tak więc wyruszam już przed 8 - kierunek na Dąbrówkę a że zamknęli przejazd kolejowy odbijam na Nądnię i tam przebijam się na trasę na Dąbrówkę, przez Lutol, potem odbicie na Strzyżewo i powrót do domu. Pogoda świetna, szkoda że nie mam więcej czasu na jazdę...
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )