Planowane objechanie trasy w Wolsztynie. To była MASAKRA- jazda po imprezie zjazdu absolwentów okazała się "wyczynem"... tak więc, szału nie było...byle dojechać
Komentarze (2)
Miki, u mnie jest tak, że jak wstanę to wydaje się, że jest OK...dopiero popołudniu się zaczyna... :-)
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )