Dzisiaj z Markiem jedziemy pokręcić trochę w terenie na Leśne Domki. Na pierwszym piaszczystym podjeździe w lesie zaliczam glebę, bo but się nie wypina...będę miała niezłego siniaka na pośladku. Udaje mi się dzisiaj zjechać na piaskach, kluczymy dziś pomiędzy drzewami, w szyszkach i badylach. Marek przejechał się dziś na moim rowerze, żeby sprawdzić co wydaje te dziwne dźwięki...no i postawił diagnozę - "syndrom Marianka":-)czyli rozkręcona kaseta. Okazuje się, że klocki hamulcowe w tyłu też mam zjechane, tak więc będzie potrzebny serwis.
Dziś miał być dzień bez roweru i właściwie taki był. Pod wieczór wpadł jednak siostrzeniec i nieoczekiwanie zaproponował przejażdżkę do parku. No to pojechaliśmy- ja w "cywilnym" stroju, jedynie w SPD-kach. Pokazałam młodemu kilka podjazdów na górkach, wyłożyłam krótko podstawy teoretyczne techniki podjeżdżania i wróciliśmy do domu.
Marek z Mikim na szosę a ja na krótko w teren. Na Leśne Domki- tam 2 pętle w lesie- jedna tak jak zawsze, druga od przeciwnej strony. Powrót przez Przyprostynię i przez tamę, park do domu.
Z Markiem wieczorem na jedną pętlę. Auto zostawiamy na Linach i dalej na bike`ach. Jechało mi się dość dobrze, czuję, że z każdym objazdem trasy trochę lepiej. Jedynie piachy mi dzisiaj nie wychodziły.
Marek się dzisiaj poświęcił i objechaliśmy trasę w Kargowej "moim" tempem, bez szaleństw. Planowałam sprawdzić się dzisiaj na dwóch pętlach, ale zabrakło na to czasu przez obowiązki domowe. A upał był niemiłosierny, więc na dwóch pętlach to można by było skonać. Traska jest fajna, nie podjeżdżam w 3 miejscach ale za to udaje mi się zjechać nawet te piaszczyste singielki. Zobaczymy jak to będzie na zawodach...
Po pracy dojeżdżam do Przyprostyni po Piotrka i dalej jedziemy już razem. Piotrek ma pomysł na trasę- jak się okazuje...tam mnie jeszcze nie było. Najpierw odbijamy na Perzyny, dalej przez Nową Wieś Zbąską. Odbijamy na Kosieczyn- brukiem i narzekamy na niesłabnący w ostatnim czasie wiatr. W Kosieczynie terenem na Nowy Gościniec. Pomęczyliśmy się w piachu, sporo go było. Trafiamy do Rogozińca i Piotr pokazuje kolejną dla mnie nową traskę. Ostatecznie docieramy do Strzyżewa i na Zbąszyń. Piotr ma anielską cierpliwość, także było OK:-)
Marek do końca nie wiedział, czy będą robić dzisiaj czy jutro objazd trasy w Kargowej. Okazało się jednak, że dzisiaj, więc musiałam załatwić obowiązki w ekspresowym tempie. "Uwielbiam" takie niedogadanie... Ja dojeżdżam autem nad jezioro w Linach, po chwili docierają Marek, Maras, Filip. Okazuje się, że pod szkołą czeka ekipa Teamu Kargowa, która nas prowadzi. Gdybym wiedziała, że będzie taki skład to bym się na ten objazd trasy raczej nie pchała...widziałam jak się męczyli tym "żółwim" tempem i czekaniem na mnie.
Jak rzadko kiedy jedziemy z Mareckim razem. Plan rekreacyjny. Ruszamy przez park i tamę do Perzyn, stamtąd polną drogą do Zakrzewka, asfaltem na Stefanowo. Tam krótka pogawędka z Marka siostrą i dalej lasem na Leśne Domki. Przez Wierzchaczewo lasem na Nowy Dwór i stamtąd polną na Strzyżewo. Taka nietypowa dzisiaj trasa, nietypowe tempo, nietypowe towarzystwo...bo rzadko kiedy jedziemy razem
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )