Na kole:-)

Wtorek, 21 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Dzisiaj szybko skończyłam pracę i udało się pojechać razem z Markiem- zrobił sobie dzisiaj takie utrudnienie, że pojechał starą meridą a ja na Jego szosie. No i większość czasu "ciągnął" na przodzie...No i to była jazda sprawiedliwa- jak nigdy tętna porównywalne:-) Fajnie się jechało, super pogoda, nie za gorąco, choć wiaterek momentami też dawało się odczuć.
Traska- początkowo na Babimost przez Chobienice, w Kosieczynie na Zbąszynek, stamtąd przez Dąbrówkę do Lutola i tam jeszcze dobijamy do Trzciela i spowrotem do Zbąszynia.

MTB Kaczmarek Electric KARGOWA

Niedziela, 19 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
No i nadszedł dzień wyścigu w Kargowej…czuję do niego pewien sentyment, bo jak mnie pamięć nie myli to były moje pierwsze w życiu zawody w 2009r.. Rok temu też jechało mi się jak na tamten czas dobrze. Teraz podjęłam walkę na dystansie mega, co już mogę potraktować jako swój sukces i postęp względem wcześniejszych startów w Kargowej.
Od rana pogoda była super- nie za ciepło i piękne słońce. Podjechaliśmy do Zbąszynka i stamtąd z Marianem, Filipem i Łukaszem na wyścig. Byłam dzisiaj dość mocno zestresowana startem.
Fajnie, bo mieliśmy dzisiaj fotografa, który popstrykał nam fotki teamowe. Miki też dotarł i tez focił. Miałam możliwość startu z pierwszego sektora, choć szczerze mówiąc trochę bałam się tego szaleńczego startu elity. Obyło się jednak bez niemiłych niespodzianek. Zaczęłam dość ostro, co po kilku km zaowocowało „powtórką z Dolska”…czyli bólem podbrzusza. Byłam zmuszona jednak trochę zwolnić. Wtedy też doganiają mnie znajome i tracę nadzieję na utrzymanie ich tempa… (na mecie okazało się, że wybrały jednak dystans mini). Cały czas jadę z przeświadczeniem, że mi uciekły i że teraz to ja muszę nie dać się dogonić tym, co za mną. Udaje mi się pokonać wszystkie trudniejsze zjazdy. Pod koniec pierwszej pętli cudem unikam kraksy…jedziemy w trójkę, jeden za drugim nad jeziorem- pierwszy się nagle przewraca, Olga prawie wpada na niego a mi cudem wypina się lewa noga…w przeciwnym razie leżelibyśmy jeden na drugim.
Na końcówce pierwszej pętli trzymam się dwóch panów w nadziei, że schowam się za nimi na drugiej pętli na odcinku pod wiatr…w międzyczasie dociera Kasia i gna do mety…a panowie niestety również. I tak właściwie całą drugą pętlę walczyłam samotnie- nikogo przed i nikogo za mną nie widziałam. I już mi się pojawiały myśli, czy ja aby przypadkiem nie będę ostatnia na mega…
Udało się przejechać też tę drugą pętlę, nawet pewniej zjechać zjazdy, choć na podprowadzaniu w dwóch miejscach byłam już nieźle wykończona. Skurcze zaczynały się odzywać, ale magnez chyba jednak pomógł. Na Linach słów otuchy dodał jeszcze Janek i dokulałam się samotnie na metę, gdzie czekał Marecki i zakomunikował mi, że jestem piąta na mega…Jak się potem okazało na wynikach końcowych jednak 6. Tak czy inaczej byłam mocno usatysfakcjonowana, bo się takiego miejsca dzisiaj nie spodziewałam, no i pokonałam tę traskę w czasie krótszym niż przypuszczałam
I to jest super! A Marecki też był dzisiaj 6 w swojej kategorii, więc zajęliśmy takie same miejsca:-)

Szosa

Czwartek, 16 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Wkurza mnie ten notoryczny brak czasu ostatnio...jedyne co udaje mi się wygospodarować to max. godzina jazdy. Dzisiaj na Marka szosie naokoło Kuźnicy w górnym tlenie

Czasówka

Środa, 15 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Szosa
Późno wyszłam na rower, bo masa obowiązków i problemów...jednak dla poprawy samopoczucia i odreagowania stresów musiałam się przejechać. W planach było krótko i spokojnie- wyszło krótko i ostro. Już w Przyprostyni doszłam do wniosku, że pomoże mi jedynie jazda na maxa. Tak więc była próba bicia rekordu...myślałam, że się uda...ale jednak nie.brakuje mi ok.40sek. do rekordu z ubiegłego roku. A dziś względem maxa w tym sezonie zabrakło 8s. Ciś kiepsko...za mało jeżdżę, za mało systematycznie trenuję.

18,72km, 39:10

KARPACZ Powerade Suzuki MTB Marathon

Poniedziałek, 13 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Zawody MTB
Dwa lata temu, gdy Marek po raz pierwszy wystartował w maratonie, mogłam o swoim starcie tylko pomarzyć...nie wkulnęłabym się wtedy nawet do Świątyni Wang. Dziś jednak stanęłam na starcie, coprawda na tym niedocenianym dystasie mini, ale mimo to z pełną pokorą wobec tego, co może się dziać na tym wyścigu. Od rana niestety deszcz; na szczęście udało się wystartować jak nie padało. Pierwszy podjazd asfaltowy, w mojej ocenie nienajgorszy- równo, swoim tempem, jak mnie niektórzy wyprzedzali to po chwili się "gotowali" i tak się wyprzedzaliśmy co jakiś czas. Potem jednak zaczęła się "jazda"...pierwszy zjazd a moje nogi się trzęsą i to tak, że nie jestem w stanie nad tym panować. Generalnie... TO BYŁA JAKAŚ MASAKRA! Miałam śmierć w oczach na tych technicznych zjazdach...dziś mój instynkt samozachowawczy wziął górę nad chęcią ścigania.. w związku z tym można powiedzieć, że jechałam jak d...albo raczej- dokładnie rzecz biorąc -w wielu miejscach sprowadzałam rower...I nie wyobrażam sobie jak ludzie zjeżdżają te odcinki, których ja nie mogłam zejść? To jest dla mnie póki co największa zagadka...i nasunęła mi się taka refleksja i wątpliwość- czy ktoś kto się nie boi i zjeżdża takie masakryczne zjazdy może powiedzieć, że ma 100% pewności, że go zjedzie cało i zdrowo? Bo ja realnie bałam się o swoje życie i zdrowie...ale moje umiejętności są w związku z tym jak widać potwornie kiepskie... No i dlatego to, co nadrobiłam na podjazadach straciłam spacerując na technicznych zjazdach. Tak czy inaczej, fajnie było tego doświadczyć:-) I miałam satysfakcję, że dojechałam, wyścig ukończyłam, że się nie potrzaskałam. A ogólnie- 7 msc. K3.

Przetestować nowe pedały

Piątek, 10 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Wczoraj dotarły moje nowe pedały. Tak więc dziś była ostatnia szansa, żeby się przejechać i wypróbować je przed Karpaczem. Trochę ciężko mi wypiąć nogę, ale zobaczymy...mam nadzieję, że się nie potrzaskam w niedzielę

Kargowa

Wtorek, 7 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Z Markiem wieczorem na jedną pętlę. Auto zostawiamy na Linach i dalej na bike`ach. Jechało mi się dość dobrze, czuję, że z każdym objazdem trasy trochę lepiej. Jedynie piachy mi dzisiaj nie wychodziły.

Kargowa z Markiem

Sobota, 4 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Teren
Marek się dzisiaj poświęcił i objechaliśmy trasę w Kargowej "moim" tempem, bez szaleństw. Planowałam sprawdzić się dzisiaj na dwóch pętlach, ale zabrakło na to czasu przez obowiązki domowe. A upał był niemiłosierny, więc na dwóch pętlach to można by było skonać. Traska jest fajna, nie podjeżdżam w 3 miejscach ale za to udaje mi się zjechać nawet te piaszczyste singielki. Zobaczymy jak to będzie na zawodach...