Dzisiaj znów udało się pojechać z Markiem. Kierunek na Chrośnicę, Boruję, Belęcin..za nim- po krótkim zawahaniu- zmiana trasy...odbijamy na Chobienicę, stamtąd na Grójec i lasem do Nowej Wsi...powrót trochę niestandardowy- skrótem z Nądni do Zbąszynia po błotku. W pewnym momencie odcięło mi "moc"...:-(
Dziś z Marasami... trasa dla mnie zupełnie nowa, bardzo malownicza- trochę lasami, trochę podjazdów. Pętla przez Kręcko, Smardzewo, Łęgowo, Buków, Klępsk, Nowe Kramsko, Laski, Podmokle Małe, Kosieczyn, Chlastawa, Zbąszyń....
Dziś wyruszyłam sama. W planach miałam 50km, ale przytrafiła mi się kompletna niemoc... Zaczęłam od Strzyżewa, przez Lutol, do Dąbrówki...jakoś dawałam radę, ale od Dąbrówki moc mnie opuściła...jeszcze mi się coś takiego nie przytrafiło, żeby nie móc upedałować na zjeździe z górki, gdzie normalnie rozwijam prędkość ok. 40km/h...Miałam wrażenie, że za chwilę zupełnie stanę w miejscu... Okropnie wiało! Jakoś dotarłam do Zbąszynia, ale nie wypadało na tym kończyć, więc zdecydowałam się jeszcze na rundę dookoła jeziora zaczynając od Nądni. Dopedałowałam do domu i byłam szczęśliwa. Ogólnie nie czerpałam dziś zbyt wiele przyjemności z jazdy...Myślałam, że po 4 dniach bez rowera będę miała „powera”, no ale wyszło zupełnie inaczej...Powodów może być kilka: 1) Marecki zmienił mi wczoraj opony z cienkich-szosowych na semi-slicki (więc siłą rzeczy musiałam doznać dziś SZOKU!), 2) może naprawdę okropnie dziś wiało... 3) lub jestem w fazie ataku grypy i stąd ta „niemoc”....tym bardziej, że od dwóch dni okropnie boli mnie gardło... Mam nadzieję, że nie „zaprawiłam” się tym wyjazdem, bo na dodatek mnie przewiało...Pora na GRIPEX...
Plan zrealizowany. Nareszcie koniec pracy o przyzwoitej porze i ładna pogoda. Dziś w towarzystwie Mareckiego i Mikiego. Znów się chłopaki śmiały z mojego tętna...:-)W Przyprostyni Marek "odbija" do domu a ja i Miki jedziemy jeszcze "naokoło" jeziora...Jak by to Miki powiedział.."ładnie się wkręcałam...":-) Ogólnie bardzo fajny wyjazd i dużo przyjemności z jazdy (no bo po 2 dniach bez bike`a...)
Dziś jazda z Mężem-Mocnym-Markiem i drugim Markiem:-)Oni dziś odpoczywali po szalonych treningach w Przytoku...podpuszczali mnie, że mam jechać na czele i nie za szybko, bo nie dadzą rady...:-)Ogólnie jazda dość sympatyczna:-) No i piękne słońce, choć niestety chłodne podmuchy powietrza...
W sumie nie sądziłam, że dam dzisiaj radę wyskoczyć na rower...Od rana w ferworze przygotowań do Świąt, ale udało mi się "wygospodarować" godzinkę... Zdradziecka ta pogoda- niby słoneczko świeciło, ale wiatr bardzo dokuczliwy.
Po pracy szybko do domu i na rower z Markiem...myślałam, że będzie dziś cieplej...za Zbąszynkiem ubierałam wiatrówkę, bo mnie zaczynało przewiewać...Ten wiatr jest najgorszy...
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )