Z Markiem i Mikim na Nowy Tomyśl (na orlenie Mikołajowi "strzela" łańcuch... ale Marecki jedzie szybko po skuwacz i kontynuujemy jazdę). W Jastrzębsku czeka już na nas Piotr i Bartek i dalej już razem. Pierwszy raz jechałam w takim składzie, na swojej szosie. Pogoda super.
Dziś pierwsza "nieoficjalna" przejażdżka moim nowym rowerkiem...coprawda to prezent urodzinowo-imieninowy i jeszcze go nie dostałam,ale nie wytrzymałabym jeszcze tygodnia:-)W końcu to ostatnio mojajedyna radość z tym smutnym życiu ... Fajnie się jechało:-) Jeszcze tylko z pomocą Mareckiego ustawimy go dokładnie pode mnie i chyba będzie ok:-)
Po raz pierwszy nie pojechałam na zaplanowany maraton... Choroba Mamy zmusza mnie do przewartościowania priorytetów... Początek naokoło jeziora w towarzystwie Agi i potem jeszcze kółko na Boruję
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )