Marecki zaszczycił mnie dzisiaj propozycją wspólnego treningu w lesie. Więc pojechaliśmy razem a potem się rozdzieliliśmy i kręciliśmy kółka. Ja zrobiłam 5 pętli.
Wiosna, więc grzechem byłoby nie pojechać. Wiatr jednak dawał się we znaki. Kierunek na Chobienice, Babimost, Podmokle, w Nądni odbijam jeszcze naokoło jeziora. Walczyłam dziś ze sobą głównie mentalnie, ale i fizycznie, bo momentami odcinało mi prąd a nogi robiły się ciężkie. Muszę przełamać blokadę, która we mnie wstąpiła. Mam nadzieję, że zdążę zregenerować się w 100% przed niedzielą
Wczoraj nie zebrałam się na jazdę, dzisiaj prawie też zrezygnowałam, ale że Marek też się poderwał to pojechaliśmy. W planach miałam spacerową jazdę i w sumie tak wyszło. Szału nie było...nie wiem co się ze mną dzieje- nie mam ani siły ani zbytnio chęci na rower...nie pamiętam takiego stanu u siebie. I pomyśleć, że dwa tygodnie temu czułam się tak "silna" na bike`u
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )