Dzień Sportu...
Sobota, 28 maja 2011
· Komentarze(0)
Kategoria Szosa
A miało być tak fajnie...Wybrałam się dzisiaj rowerem do pracy... była niebywała okazja, bo w szkole Dzień Sportu, więc nie byłoby problemu z nietypowym strojem itp. Wstałam rano, spakowałam się i o 7.00 ruszyłam. Było chłodnawo, choć na to byłam przygotowana. Robiło mi się jednak coraz bardziej mokro w plecy...Jak już wyraźnie miałam mokre spodenki i bluzę, to się zatrzymałam i okazało się, że niezawodny do tej pory bukłak cieknie- zalał plecak, a plecak mnie. Było to mniej więcej za Wierzchaczewem, więc wiksa do domu.
Nie jestem w stanie opisac swojego wk... Szybka przesiadka do auta, bo już bym nie zdążyła. Na miejscu dalsze pasmo nieszczęść...na ogromnym boisku wykopnięta piłka trafia akurat we mnie i mój kubek z kawą, więc jestem cała oblana. Jedyny fajny moment,to mecz siatkówki nauczyciele-uczniowie. Nie grałam od czasu LO, ale poszło całkiem nieźle...nie zaszkodziłam drużynie:-) Wygraliśmy.
Teraz zbieram się na trening, ale aż się boję co jeszcze mi się do wieczora przydarzy- pech mnie dziś prześladuje...
Nie jestem w stanie opisac swojego wk... Szybka przesiadka do auta, bo już bym nie zdążyła. Na miejscu dalsze pasmo nieszczęść...na ogromnym boisku wykopnięta piłka trafia akurat we mnie i mój kubek z kawą, więc jestem cała oblana. Jedyny fajny moment,to mecz siatkówki nauczyciele-uczniowie. Nie grałam od czasu LO, ale poszło całkiem nieźle...nie zaszkodziłam drużynie:-) Wygraliśmy.
Teraz zbieram się na trening, ale aż się boję co jeszcze mi się do wieczora przydarzy- pech mnie dziś prześladuje...



