Merida Bouncer czyli szosa z Marysią:-)
Sobota, 21 maja 2011
· Komentarze(2)
Kategoria Szosa
Pierwszy raz umówiłam się z koleżanką z pracy na wspólną jazdę. Marysia zaczęła niedawno jeździć na rowerze głównie w celu zrzucania kilogramów. A rower ma "nieziemski"... Kiedyś go widziałam a dziś miałam szansę przejechania się nim kawałek:-) To jakaś masakra- niczym chopper, potwornie ciężki, ile siły trzeba włożyć, żeby go rozbujać...no ale lans jak nic- kilka razy podczas naszej jazdy padały teksty cyt."jaki zajebisty rower":-) A Maryśka lubi być oryginalna!
Generalnie bardzo fajne sobotnie popołudnie. Dla mnie taka jazda z koleżanką to nowość, bo przecież jeśli już w towarzystwie to jednak chłopaków.
A pojechałyśmy tak: spotkałyśmy się na krzyżówce Łomnica-Chrośnica i ruszamy na Boruję, dalej nad jeziorkiem przebijamy się do Kuźnicy Zbąskiej (tutaj miałam okazję doświadczyć jak rower szosowy zachowuje się na piasku- prawie się wywaliłam), stamtąd do Borui Kościelnej i Marysia chce jeszcze...więc prowadzi mnie nieznaną dotąd drogą przez Cichą Górę, Sątopy. W Sątopach mały przystanek na uzupełnienie płynów i przejechanie się meridą... Marysia jednak przejażdżki Trekiem nie zaryzykowała. Z Sątop dojeżdżamy do Róży i dalej ścieżką rowerową do Nowego Tomyśla. Odtransportowuję koleżankę do domu, częstuje mnie redbullem i zmykam na dom...teraz już ostra jazda- nie schodziłam poniżej 30km/h
Myślałam, że bardziej mnie zmęczy "wolna" jazda, ale nie było źle, pogadałyśmy, no i po raz pierwszy jechałam z kimś, kto miał wyższe tętno niż ja:-))) Marysia pobiła swój rekord km - wyszło jej 55 i pomimo "zajechania" reflektuje na podobne przejażdżki w przyszłości, więc może częściej uda nam się umawiać.
A poniżej foto tego niezwykłego bike`a:)))
Generalnie bardzo fajne sobotnie popołudnie. Dla mnie taka jazda z koleżanką to nowość, bo przecież jeśli już w towarzystwie to jednak chłopaków.
A pojechałyśmy tak: spotkałyśmy się na krzyżówce Łomnica-Chrośnica i ruszamy na Boruję, dalej nad jeziorkiem przebijamy się do Kuźnicy Zbąskiej (tutaj miałam okazję doświadczyć jak rower szosowy zachowuje się na piasku- prawie się wywaliłam), stamtąd do Borui Kościelnej i Marysia chce jeszcze...więc prowadzi mnie nieznaną dotąd drogą przez Cichą Górę, Sątopy. W Sątopach mały przystanek na uzupełnienie płynów i przejechanie się meridą... Marysia jednak przejażdżki Trekiem nie zaryzykowała. Z Sątop dojeżdżamy do Róży i dalej ścieżką rowerową do Nowego Tomyśla. Odtransportowuję koleżankę do domu, częstuje mnie redbullem i zmykam na dom...teraz już ostra jazda- nie schodziłam poniżej 30km/h
Myślałam, że bardziej mnie zmęczy "wolna" jazda, ale nie było źle, pogadałyśmy, no i po raz pierwszy jechałam z kimś, kto miał wyższe tętno niż ja:-))) Marysia pobiła swój rekord km - wyszło jej 55 i pomimo "zajechania" reflektuje na podobne przejażdżki w przyszłości, więc może częściej uda nam się umawiać.
A poniżej foto tego niezwykłego bike`a:)))

Merida Bouncer koleżanki, czyli najbardziej "egzotyczny" rower, jaki widziałam :-)© gojda



