GP Kaczmarek Electric MTB - WOLSZTYN
To był ostatni wyścig sezonu, ostatnia walka. Straciłam w niej dużo zdrowia- całą noc nie spałam, mam skoki ciśnienia- od wysokiego po niskie, jestem wyczerpana...zwalniałam się nawet dzisiaj z pracy, bo nie mogłam ustać na nogach. I w sumie powinnam mieć satysfakcję, bo cel osiągnęłam- 4 miejsce w generalce...jaka szkoda tylko, że wszystko zepsuli organizatorzy- na dekoracji nie zostałam w ogóle ujęta, moja główna rywalka miała satysfakcję, że jest przede mną w generalce a wcale tak nie jest...dziejsze wyniki na stronie wyścigu nie zgadzają się z wczorajszymi. Bardzo to przykre!!! Kolejne rozczarowanie w tak krótkim czasie- najpierw niesprawiedliwy werdykt w walce o Suzuki podczas finału cyklu Powerade`a, teraz ten burdel w wynikach klasyfikacji GP Kaczmarek Electric...Mam niesmak na koniec sezonu i zamiast cieszyć się osiągnięciami, to zaczynam się zastanawiać w imię czego? Człowiek cieszy się z sukcesów, podnosi po porażce, trenuje, 3/4 życia podporządkowuje zawodom i po to, żeby na koniec przez błędy innych nie zostać w ogóle prawidłowo sklasyfikowanym...
Sport to zdrowie?!...ja tracę co roku niestety coraz więcej zdrowia...i czym bardziej się w to angażuję, tym większe spustoszenia w mojej psychice...Cóż...może poprostu nie nadaję się do uprawiania żadnego sportu, może jestem za mało odporna? Choć to w sumie rower dał mi większą pewność siebie i upór w dążeniu do celu...
Dane z pulsometru szacunkowe, bo po wjeździe na metę ktoś mi go zresetował



