GP Kaczmarek Electric MTB - WOLSZTYN

Niedziela, 2 października 2011 · Komentarze(3)
Kategoria Zawody MTB
Krótko i treściwie...KO! Najdłuższy mój wyścig- trasa interwałowa, masa piachu, podjazdy i liczne zjazdy. Pierwsza pętla ok- jechało mi się dobrze, rany nie dokuczały- Marek zrobił mi super opatrunki. Po pierwszej pętli decyduję się ryzykować dystans mega- walczyłam w końcu o pozycję w generalce... I taką sobie krzywdę zrobiłam, że coś strasznego- skoki tętna, mroczki przed oczami, wymioty, zawroty głowy, potworne skurcze...od 40 km miałam 2 takie poważne kryzysy. Po dojeździe na metę nie wiedziałam gdzie jestem. Jak dobrze, że Marek pojechał ze mną ten dystans...umarłabym pewnie w lesie nieodnaleziona przez nikogo... wspierał i czekał aż zbiorę siły, ale w żadnym momencie nie pomógł mi fizycznie np. pomagając pchać rower.
To był ostatni wyścig sezonu, ostatnia walka. Straciłam w niej dużo zdrowia- całą noc nie spałam, mam skoki ciśnienia- od wysokiego po niskie, jestem wyczerpana...zwalniałam się nawet dzisiaj z pracy, bo nie mogłam ustać na nogach. I w sumie powinnam mieć satysfakcję, bo cel osiągnęłam- 4 miejsce w generalce...jaka szkoda tylko, że wszystko zepsuli organizatorzy- na dekoracji nie zostałam w ogóle ujęta, moja główna rywalka miała satysfakcję, że jest przede mną w generalce a wcale tak nie jest...dziejsze wyniki na stronie wyścigu nie zgadzają się z wczorajszymi. Bardzo to przykre!!! Kolejne rozczarowanie w tak krótkim czasie- najpierw niesprawiedliwy werdykt w walce o Suzuki podczas finału cyklu Powerade`a, teraz ten burdel w wynikach klasyfikacji GP Kaczmarek Electric...Mam niesmak na koniec sezonu i zamiast cieszyć się osiągnięciami, to zaczynam się zastanawiać w imię czego? Człowiek cieszy się z sukcesów, podnosi po porażce, trenuje, 3/4 życia podporządkowuje zawodom i po to, żeby na koniec przez błędy innych nie zostać w ogóle prawidłowo sklasyfikowanym...
Sport to zdrowie?!...ja tracę co roku niestety coraz więcej zdrowia...i czym bardziej się w to angażuję, tym większe spustoszenia w mojej psychice...Cóż...może poprostu nie nadaję się do uprawiania żadnego sportu, może jestem za mało odporna? Choć to w sumie rower dał mi większą pewność siebie i upór w dążeniu do celu...

Dane z pulsometru szacunkowe, bo po wjeździe na metę ktoś mi go zresetował

Komentarze (3)

Hej :) My z K3 lub K2 ( zależy od organizatora jak podzieli kobiety) musimy się wspierać i trzymać się razem. Dlatego też życzę Ci powrotu do zdrowia, odstresowania się i wiosną znowu ruszamy :) Nie ma co się poddawać, w końcu jesteśmy coraz lepsze ( pierwsza Kargowa hahaha).
Buziaki

Kasia - M-cz 19:30 poniedziałek, 3 października 2011

Gosiu! Trzymaj sie!! Niech końcówka tego sezonu pociągnie za sobą reflekscje...gdzie ta radość z jazdy? Zyczę Tobie z całego serca dystansu do zawodów a wiekszego zadowolenia i entuzjazmu z samego rowerowania. Pozdrawiam...

Anonimowy tchórz 18:00 poniedziałek, 3 października 2011

Nieźle, ciekawe skąd taki kryzys, warto to przeanalizować na przyszłość.
Pewnie że sport to zdrowie, tylko w zawodach trzeba brać adekwatnie do przygotowania - nie ma co się spodziewać lekkiego i nie wyniszczającego przejechania giga jeżdżąc 500km miesięcznie ;).
Ale spokojnie, teraz pół roku przerwy, odzyskasz zapał :).

klosiu 15:41 poniedziałek, 3 października 2011
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa botek

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]