Powerade Suzuki MTB Marathon ISTEBNA i moja wielka przegrana SUZUKI:-(((

Sobota, 24 września 2011 · Komentarze(3)
Kategoria Zawody MTB
Od rana walczę z myślami- co zrobić? jechać czy nie? czy dam radę? W nocy nie mogałm spać z bólu ran, potem na szczęście ketonal pozwolił mi zasnąć. Szykuję się jednak tak jak na wyścig- postanawiam podjąć decyzję po tym jak wsiądę na rower. Marek zrobił mi opatrunki i wyjechaliśmy na stadion. Aż do boiska myślę co zrobić, po dotarciu jednak postanawiam zaryzykować i choćbym miała jechać 4h to podjąć walkę z bólem. Przed wyścigiem typujemy czs 299 zawodnika...jak się potem okazuje- moment dla mnie przełomowy...
Chłopaki ruszają na mega, ja na spokojnie, bez wielkich szaleństw jak zazwyczaj ustawiam się na starcie mini. I walczę, już po kilku km czuję że plaster z uda się przesuwa- rana pali i piecze ale najbardziej dokuczliwy staje się ból zdartego i chyba odbitego łokcia na zjazdach...tam się moja jazda na maratonie "kończy". Raz, że miałam najzwyczajniej barierę i strach przed zjeżdżaniem a dwa- potwornie bolał mnie łokieć i nie mogłam utrzymać tą ręką kierownicy. Tak więc jadę na zjazdach jak ostatnia ofiara albo schodzę z rowera. Na podjazdach tak dużo nie straciłam, za to na zjazdach potwornie. Czas wychodzi mi bardzo kiepski, ale i tak dojeżdżam na metę dumna z siebie. W końcu nie każdy po takim poturbowaniu wsiadłby na rower.A widoki przepiękne- zakochałam się w tych górach:-)

I nie spodziewałabym się przenigdy, co przyniesie mi wieczór...Okazało się, że wytypowałam czas 299 zawodnika z pomyłką o 19s...a to oznaczało walkę o SUZUKI(!) Nogi mi się trzęsły z nerwów. Dostałam taką szansę, jaka już nigdy mi się w życiu pewni nie przytrafi...los dał nadzieję, dał ogromną nadzieję, bo nic nie wskazywało na to, że przegrałam walkę o to auto...Na "specu" utrzymałam się całkiem nieźle, nie strąciłam barierek...wyglądało na to, że wygram...i zaczęłam w to wierzyć... mój przejazd chyba technicznie najlepszy, komentarz organizatora, że "to była jazda po zwycięstwo"...i werdykt sprowadzający mnie na ziemię...zadecydowały setne sekund w pomiarze dokonananym ręcznie... Odchorowuję to, leczę swoje nerwy...nie wiem, kiedy się po tym zdarzeniu pozbieram...

A póki co przede mną ostatni wyścig w niedzielę i modlę się o szybkie gojenie ran i o odzyskanie dyspozycji...na jutor wzięłam urlop specjalnie na trening i teraz nie wiem, co zrobię...Zobaczymy...

Komentarze (3)

I ja jestem takiego samego zdania co AdAmUsO, a w tłumie było słychać, że auto jest Twoje.
Wracaj szybko do zdrowia.
pozdrawam

robi76 14:33 piątek, 30 września 2011

AdAmUsO, dzięki...tak to też wyglądało z mojej perspektywy i słów Grzesia...dlatego żal podwójny:-( Mam nadzieję, że za rok udoskonalą pomiar- przy walce o tak cenną nagrodę ręczny pomiar jest nieprecyzyjny... POZDRAWIAM:-)

gojda 11:22 wtorek, 27 września 2011

Nie czytałem zasad konkursu ale dla nas (osoz) jako bezpośrednich obserwatorów, byłaś zwyciężczynią tego konkursu...wiem, żadne to pocieszenie :(
pozdrawiam
ps. za rok kolejna szansa :]

AdAmUsO 20:03 poniedziałek, 26 września 2011
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa geipo

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]