Nie mam kiedy trenować...w pracy dłużej niż zazwyczaj, wracam zmęczona z masą innych obowiązków na głowie. Zmobilizowałam się chociaż naokoło jeziora od strony Nądni- wyszło mi to z wiatrem więc fajnie się jechało. W Perzynach odbijam w polną na Zakrzewko i przez Stefanowo do domu.
...niegdyś wróg wszelkiej aktywności i obserwator treningów męża... Obecnie, od roku..zarażona pasją rowerową:-) Jeżdżę sama lub z mężem (jeśli akurat raczy na mnie zaczekać:-) )