MUROWANA GOŚLINA Powerade Suzuki MTB Marathon
Połowę dystansu jechało mi się bardzo dobrze. Dałam radę zrobić wszystkie podjazdy- moja radość była niebywała po wjeździe na Dziewiczą i zjeździe z tego tzw. "killera". Aż głupio się czułam z tym, że na podjazdach musiałam prosić o wolne miejsce:-) Do tej pory nie miałam okazji tego doświadczać:-) Super uczucie, gdy reszta prowadzi a ja mogę podjechać:-) Że już nie wspomnę o tym, że nie mogłam się nadziwić, kiedy dogoniłam i wyprzedziłam znajome, które w ubiegłym sezonie były dla mnie nieosiągalne. Walka zaczęła się jednak tak naprawdę za Dziewiczą Górą, kiedy zaczęły mnie łapać skurcze w prawej łydce. Agnieszka się chyba wkurzyła i mnie wyprzedziła... Nie śniłabym nawet o tym, że będę się z nią ścigać no ale... próbowałam tę łydkę jakoś oszczędzić trochę ale potem zaczęły się piaski pod wiatr, więc nie bardzo się dawało...Agnieszka więc się oddalała, starałam się nie tracić jej z zasięgu wzroku. Na 5km przed metą postanowiłam jeszcze zawalczyć, mimo że wydawało się mało realne "dojście" jej. Przed laskiem ona grzęznie w piachu, więc zmniejszyłam dzielący nas dystans. Wpadamy na ostatnią asfaltową prostą i ostrrooo do mety, i finisz, i daję radę przed metą wyprzedzić:-))) I moja radość jest przeogromna:-), takiej satysfakcji i zadowolenia z siebie jeszcze nigdy nie doświadczyłam:-)
Za metą chwycił mnie taki skurcz łydki, ża prawie spadłam z rowera, nie mogłam ustać...i tak trzymało i na sekundę puszczało i znów...masakraaaaa...jutro do apteki po magnez z Markiem biegniemy.
Po chwili wjeżdża Marecki z mega- też usatysfakcjonowany:-) I bardzo się cieszymy!!! Sprawdzamy oczywiście tablicę wyników i ja poprostu jestem w szoku, bo się okazuje, że załapuję się na pudło- 3 miejsce w swojej kategorii:-) Kolejna niespodzianka:-)...a koledzy z teamu chyba w lekkim szoku.
Przebieramy się, zaliczamy dekorację mini:-))) i idziemy na kawę do Bartka i Piotrka. I to nie koniec niespodzianek...na tomboli Marek wygrywa błotniki a Piotr i Irek okulary:-)
Ach, niesamowity był ten dzień...na pewno zapamiętam na długo, bo pomógł mi na nowo uwierzyć w siebie, dał powera do dalszego trenowania i wzmocnił mnie mentalnie:-)))



